Zjedz coś i wróć do „zielonej strefy” – nie tylko przed Świętami

W życiu każdego człowieka, tak dobrze czytasz, człowieka, nie tylko rodzica są momenty gdzie o samokontrolę trudno. Albo wkurzą cię w pracy, albo przyjaciółka zachowa się tak, że z największą przyjemnością kopnęłabyś ją w tyłek. Często w takich sytuacjach można się odwrócić na pięcie i „cześć!”. Jeśli taka sytuacja zdarza się z dzieckiem… ja uważam że jest trudniej. Trudniej o kontrolę, trudniej o powstrzymanie emocji, trudniej o to by nikogo nie skrzywdzić.

Ja w życiu udawać nie umiem. I choć czasem bardzo się staram finalnie wychodzi ze mnie wściekły pies albo obrażalska panna. Bywa tak, że takie zachowania w relacjach damsko- męskich sprawdzają się bardziej, angażują drugą stronę lub prowokują do rozmowy. Z dziećmi jest inaczej. Jeśli się nie dogadasz- zginiesz. Polegniesz na polu bitwy jako rodzic i jako opiekun. Cały świat w końcu tego od Ciebie oczekuje. Kilkanaście oczu ocenia, patrzy i krytykuje. Co z tego jeśli sami nie potrafią inaczej.

W domu nie da się udawać. Przed dzieckiem gra nie ma sensu. Dopadnie Cię w końcu sytuacja gdy z byle powodu wyjdzie z Ciebie wściekły pies. Wiesz kiedy to się dzieje? Możesz to czasem przewidzieć? To chyba pierwszy krok do tego by wrócić do zielonej strefy.

To miejsce gdzie jesteś w stanie słuchać kogoś ze zrozumieniem, uczyć się i współczuć. W tej strefie jesteś w stanie się dogadać. To nieco dalej niż czubek nosa. Aby się tam jednak znaleźć paradoksalnie najpierw wypadałoby zadbać właśnie o siebie.

Każdy ma inaczej. Kurczę, to już wiadomo. Ale może jednak w wielu rzeczach jesteśmy podobni? Nie bez przyczyny mówi się że jak człowiek głodny to zły. Ja tak mam!

Jeśli nie zadbasz o własny tyłek w odpowiednim czasie , nie zobaczysz nic więcej. Ani swojego dziecka w złości, ani swojego partnera w ciężkiej sytuacji. Nic, tylko i wyłącznie swój cholerny czubek nosa, swoje wkurzenie i frustrację.

Banał. Zadbać o siebie by dostrzec kogo innego. A jednak dla wielu osób nie jest to takie łatwe, tylko dlatego, że rodzice a w szczególności matki lubią stawać na palcach tak długo aż nie czuje się nóg, naginać granice bo nie ma czasu, spinać tyłek tak długo…no właśnie tak długo aż nic z tego nie wychodzi. Myślisz wtedy że twój tyłek będzie niczym tyłek J.Lo a dzięki Twoim wysiłkom ugotowania eco zupy z warzyw po które jechałaś godzinę w korku dzieci staną się lepszymi ludźmi a rodzeństwo się dogada. Bzdura.

Sęk w tym by poznać swoje własne potrzeby, nic górnolotnego, te podstawowe. Bez nich nie pójdziesz dalej. Bez nich staniesz na głowie i się wkurzysz, że wszyscy nie są tacy jak Ty a świat jest do dupy.

Może to oznaczać tyle, że musisz coś zjeść, musisz się wyspać, musisz założyć ubranie w którym czujesz się swobodnie. Może się okazać wtedy, że w dużo bardziej komfortowej pozycji świat da się jakoś ogarnąć.

4 komentarze

    • No zdecydowanie nie chodzi tutaj o zajadanie stresu słodyczami a o pozwolenie sobie mimo wszystko na podstawowe potrzeby takie które pozwolą spojrzeć na wiele sytuacji ze spokojem.

Zostaw odpowiedź

Nawigacja