Urządzenie mojego macierzyństwa

Kiedyś było inaczej, to jasne. Nie było wielu możliwości a ludzie żyli, pracowali i z powodzeniem wychowywali dzieci. Nie było telewizorów, podgrzewaczy, laktatorów. Nie mówiąc już o smartfonach , ba telefonów kiedyś nawet nie było a ludzie żyli, a ich macierzyństwo było w dużej części udane.

Jest wiele hejtów dotyczących rodziców siedzących „ w telefonie” zamiast zabawy z dzieckiem na placu zabaw, czy też puszczania bajek dzieciom na telefonie. Ale dzisiaj nie o tym, nie o wpływie bajek na dzieci i nie o hejtach nawet nie o dylemacie telefon kontra babki z piasku.

Dzisiaj telefon nie służy tylko do dzwonienia. Teraz nawet nie jest już telefon tylko multimedialne pudełko a za sprawą internetu skarbnica wiedzy. Oczywiście wiedzy tej przydatnej ale też tej, która skutecznie ryje banie wielu rodzicom. Wszyscy chyba wiemy, że wpisując „katar u niemowlęcia” wyników bez liku począwszy od rad by iść do lekarza, inhalacje z soli, maści majerankowe, krople po diagnozy chorób których nazwy nie potrafimy wymówić. Tak, tak przerabiałam też to. Za każdym razem ratował mnie zdrowy rozsądek i intuicja, którą trzeba posiadać by być matką ze smartfonem i nie zwariować.

Dlaczego smartfon jest urządzeniem mojego macierzyństwa?

Zacznijmy od początku, czyli okres ciąży. Poza funkcją kontaktowania się z ludźmi pomagał  mi liczyć tygodnie, a raczej nie zapominać w jakim tygodniu jestem i jakie powinnam zrobić badania.

Gdy nadszedł moment porodu, który trwał raczej cały dzień ( nie wiem czemu nazwałam to momentem), pamiętam dokładnie urywki gdy M. dzwonił do rodziców, że jesteśmy w szpitalu. I później dopiero się zaczęło. Telefony w szpitalu, rozmowy, smsy, sprawozdania, które tak na prawdę trwają do dziś i ewoluowało to do codziennych videorozmów z najbliższymi. Okazała się to zbawienna funkcja w naszej sytuacji, gdzie najbliższa rodzina jest w promieniu 350 km.

Co ma wspólnego smartfon z karmieniem piersią? Oj więcej niż można sobie wyobrazić. Tak, wiem jak się karmi piersią powinno się patrzeć na swoje najpiękniejsze dziecko i napełniać się miłością niczym szklanka ciepłym mlekiem. Dobra, dobra, a co jeśli karmi się co 2 godziny przez 2 godziny?  Ja czytałam, gdzie indziej niż na smartfonie, potrzebna jest tylko jedna ręka, jeden palec,bezszelestnie. Czytałam książki, artykuły, wywiady, blogi i oczywiście robiłam zakupy. Wtedy robiłam je przez internet bo wyjście z domu uniemożliwiało moje samopoczucie i po ludzku nie chciało mi się jeździć z małym N. przez pół miasta na cały dzień by kupić skarpety oryginalne, nie byle jakie. Oczywiście te, które spełniały wyśrubowane wymagania etatowej matki ;).To jest coś co zostało niezmienne choć mogę pojechać na zakupy sama i choć lubię je robić nie lubię chodzić po sklepach.

Inną sprawą jest kontakt z innymi matkami. Portale takie jak Instagram czy Facebook oprócz funkcji marnowania czasu mają tą dobrą stronę czyli poznawanie ludzie. Potrzeba tylko chęci. Dzięki nim poznałam masę cudownych matek, ba udało nam się również wielokrotnie spotkać i miło spędzić czas.

Smartfon nie taki zły jak go malują, oczywiście jeśli się go umiejętnie używa. Jakie są Wasze smartfonowe doświadczenia macierzyńskie?

Jeśli chcecie wiedzieć jakie sprzęty jeszcze są moim macierzyńskim hitem a zarazem pozwalają zaoszczędzić czas i pieniądze zerknijcie [TUTAJ]

Prawa do zdjęcia należą do:Lee Royal

Zostaw odpowiedź

Nawigacja