5 bajek, które czegoś nauczyły moje dziecko

Znam statystyki i badania. Wiem, że nic nie uczy dziecko tak jak realny, „żywy ” nauczyciel pozostający z dzieckiem w stałym kontakcie. Jakiś czas temu bardzo popularne były formy nauki poprzez nagrania czy filmy. Potem wszyscy posiłkowali się native speakerami. Umysł dziecka co prawda chłonny jak gąbka, ale tak na prawdę czego chcemy go nauczyć w wieku 2,3 czy 4 lat? Niech rzuci pieluchą pierwszy ten kto nigdy nie włączył dziecku bajki. Z drugiej strony wiem jak trudno naleźć wartościową bajkę w okresie szału i zachwytu Psim Patrolem, Super Wings czy Strażakiem Samem. Takiej bajki która uczy podstawowych wartości, reakcji na trudne sytuacje, empatii czy tak prozaicznych rzeczy jak kolory, kształty, nowe słowa albo tego jak działa poczta. Mamy kilka takich pozycji, które choć czasem bardzo zaskakujące i mało interesujące dla rodzica przypadają do gustu dzieciom. Dodatkowo pozwalają oswoić się z rożnymi sytuacjami lub poznać nowe pojęcia, bo jakoś nie…

Twoje dziecko wymusza? Gratuluję!

Płacze, krzyczy, piszczy, jęczy, wiesza się u nogi, nie da się odłożyć- czemu to ma służyć? Wymusza, to jasne powie Ci to babcia, ciocia, mama, teściowa, koleżanka. Też tak uważasz? Gratuluję! Już wkrótce Twoje dziecko otrzyma Nagrodę Nobla. Nie jestem niestety przekonana o tym czy będzie to akurat pokojowa Nagroda Nobla, bo taki wrzask czasem może wywołać nie tylko trzęsienie ziemi ale Ty sam masz ochotę sięgnąć po jakiś karabin. Często zastanawiam się skąd taka opinia i przekonanie że dziecko kilkuletnie, ba nawet kilkumiesięczne albo kilkutygodniowe potrafi ogarnąć skomplikowany plan. Żeby nie powiedzieć, że ten kilkumiesięczniak pomimo tego, że sika a pieluchę to w swojej głowie knuje misterną taktykę polegającą na połączeniu związku przyczynowo-skutkowego i tego jak skutecznie zniszczyć Ci dzień. Dziecko to tylko dziecko, robisz wszystko by było mu dobrze. Jesteś dorosły zawsze wiesz lepiej od niego, masz większe doświadczenie. Wykluczone, dziecko nie może Tobą rządzić. Jakby tak było…

Zjedz coś i wróć do „zielonej strefy” – nie tylko przed Świętami

W życiu każdego człowieka, tak dobrze czytasz, człowieka, nie tylko rodzica są momenty gdzie o samokontrolę trudno. Albo wkurzą cię w pracy, albo przyjaciółka zachowa się tak, że z największą przyjemnością kopnęłabyś ją w tyłek. Często w takich sytuacjach można się odwrócić na pięcie i „cześć!”. Jeśli taka sytuacja zdarza się z dzieckiem… ja uważam że jest trudniej. Trudniej o kontrolę, trudniej o powstrzymanie emocji, trudniej o to by nikogo nie skrzywdzić. Ja w życiu udawać nie umiem. I choć czasem bardzo się staram finalnie wychodzi ze mnie wściekły pies albo obrażalska panna. Bywa tak, że takie zachowania w relacjach damsko- męskich sprawdzają się bardziej, angażują drugą stronę lub prowokują do rozmowy. Z dziećmi jest inaczej. Jeśli się nie dogadasz- zginiesz. Polegniesz na polu bitwy jako rodzic i jako opiekun. Cały świat w końcu tego od Ciebie oczekuje. Kilkanaście oczu ocenia, patrzy i krytykuje. Co z tego jeśli sami nie…

Jesteś zły?

Mój syn ma w głowie huragan emocji. Tak, to normalne dla niespełna 2 latka. Nie jest to jednak sprawą prostą. A my dorośli kochamy pewne rzeczy upraszczać. Mówimy niepełnymi zdaniami, czasami uważamy że reszta świata powinna czytać w naszych myślach…albo lepiej nie. Kochamy mówić skrótami, bo w końcu nie mamy czasu. Jesteśmy zabiegani, zapracowani, zmęczeni i każdy powinien wiedzieć o co nam chodzi- dziecko też. Kim jest zły człowiek? Według większości z Was to pewnie osoba krzywdząca innych, robiąca straszne rzeczy, zasługująca na karę. Dla dziecka to Gargamel, Buka czy Joker z Batmana, albo po prostu złodziej, którego ścigają sprawiedliwi policjanci czy kot z kreskówki, który bezlitośnie atakuje myszki. Postać negatywna i choć dobro zwycięża, czarny charakter zostaje czarnym charakterem i zapada głęboko w pamięć. Dzieci nie czytają w naszych myślach, ba dorośli nawet nie czytają. Czego więc oczekujemy od kilkulatków? Tego że zrozumieją pytanie; „jesteś zły?”. Nikt nie chce…

Nic się nie stało!

Pamiętacie taką sytuację, kiedy w świetnym humorze hasacie sobie po domu, a tu nagle…TRACH!!! Uderzacie o kant łóżka małym palcem u stopy. Niby to tylko mały palec… ten najmniejszy, krew nie leci, ba nawet otarcia nie ma a boli jak cholera. Padacie na podłogę z łzami w oczach i głośnym wrzaskiem przekleństwa na ustach.  A co gdyby wtedy podszedł ktoś do Was i powiedział: ” daj spokój, nic się nie stało!”. Zmieniłoby to Waszą reakcję?  Moją na pewno nie, a co najwyżej rozwścieczyło jeszcze bardziej.  To dlaczego tak często powtarzamy to naszym dzieciom? Na placu zabaw ciągle słyszę : „nic się nie stało, nic się nie stało, o popatrz kwiatek, idziemy dalej!”. Nie chcę tutaj uogólniać, ale tą reakcję na płacz dziecka zazwyczaj wybierają babcie. I nie mam nic do babci bo wszystkie są niesamowicie kochane. A nasza w tym głowa żeby trochę zmieniać to ich podejście.  Z czego wynika…

Jedz grzecznie, siedź grzecznie…

Grzeczność to wg. słownika polskiego PWN to sposób zachowania świadczący o dobrym wychowaniu. Chyba każdy chce mieć dobrze wychowane dziecko, prawda? Nie znam rodzica który odpowiedziałby inaczej. Tylko niestety jak pomyślimy dłużej owa „grzeczność; kłóci się z naszym wyobrażeniem dziecka za 18 lat, ale o tym później. Co oznacza więc ta „grzeczność” wg rodziców? Jedz grzecznie to nic innego tyko zjadanie wszystkiego co dziecko dostanie na talerzu w ilości takiej jaką rodzic uzna za słuszną. Tutaj nie ma miejsca na odkładanie rzeczy na bok talerza albo jedzenie palcami, nie mówiąc już o marudzeniu – to już szczyt niegrzeczności! Grzeczne siedzenie oznacza siedzenie w jednym miejscu, nie rozglądanie się, nie rozmawianie. A machanie nogami? Ooo nigdy w życiu! A jak sprawa wygląda z grzeczną zabawą? No tu sprawa jest oczywista. Grzeczna zabawa to cicha zabawa! A najlepiej spokojna i rozważna jazda autem- zabawką po okręgu o promieniu wyznaczonym przez rodzica. No…

Nawigacja