Tylko spokój może nas uratować!

Jedni twierdzą, że jest jakiś zakres wiekowy w życiu dziecka uważany powszechnie za „trudny” lub „bardziej kłopotliwy”. Inni zaś , zwykle tacy, którzy mają więcej niż trójkę dzieci mówią, że trudny wiek jest zawsze. Oznacza to tyle że rodzic ma przechlapane na każdym etapie rozwoju dziecka. Jeśli nie znajdzie sposobu na rozwiązanie wielu sytuacji czy też po prostu opanowanie swoich emocji rodzicielstwo stanie się dla niego dramatem lub wieczną przepychanką.

Tak dużo mówi się o stresie, o tym jak go opanować jak z nim walczyć lub jak nauczyć się technik życia z nim. Ale chwila, chwila, o jakim stresie mówimy? Oczywiście, że najczęściej na tapecie jest stres w pracy związany z terminami, narzuconymi pułapami zysku, planami a dodatkowo jak trafi się najgorszy szef roku to już koniec i klapa, wydaje się, że żadna technika nie da rady. Możemy też mówić o stresie związanym z danymi zawodami z którymi wiąże się duża odpowiedzialność społeczna. A rodzic? Jaki on ma stres? A rodzic który decyduje się zostać z dzieckiem w domu? Ten to ma dobrze, prawda? Siedzi, leży, nic nie robi. Czasem oko otworzy, żeby zerknąć czy pociecha równo układa klocki. Bo taka jest opinia, prawda?

Robienie rzeczy monotonnie, często wiele razy dziennie, lub wielokrotne wykonywanie obowiązków domowych kilka razy dziennie, niektórych odpręża, to prawda. Tylko, że w tym wszystkim też jest dziecko. Tak zapewniam Was, że jest gdzieś miedzy wycieraniem stołu a gotowaniem zupy. Tylko, że to dziecko lub kilkoro zmienia swoje położenie 100 razy na minutę, gada z prędkością kilku słów na sekundę. Wyraża przy tym dość dosadnie swoje potrzeby. Nie muszę chyba mówić, że ma ono z pewnością inne plany niż te Twoje skrzętnie napisane w punktach o 6 rano.

Stres wpisany jest w życie rodzica chyba od zawsze, tylko czemu tak rzadko się o nim mówi. Może dlatego, że wiele osób komentuje to jako „życie”. Podstawą jest chyba zmiana myślenia i wrzucenie na luz. Nie ważne czy jesteś mamą czy tatą, nie na wszystko masz wpływ. Widzisz to już teraz, prawda? To czy dziecko założy skarpety czy nie nie wpłynie na jego życie za 20 lat, ale wyluzowanie w pewnych konfliktowych sytuacjach może uratować dzień. Nie chodzi tutaj o odpuszczanie czy uleganie dziecku a o segregowanie potrzeb i ich uwzględnianie biorąc po uwagę samego siebie i dziecko.

Znacie takie sytuacje w których chodzi o to, że im bardziej my się denerwujemy tym dziecko jest bardziej nakręcone? Myślałam kiedyś, że działa to tylko tak u niemowląt, które wtulone w rodzica czują przyspieszone bicie serca. Przypomina mi się sytuacja jak 3 latek podczas zajęć sensorycznych wziął duże ziarno fasoli w zęby i zaczął z nim, całkiem świadomie biegać. Mina jego taty była nieoceniona. Zbladł, oczy wyszły mu na wierzch i niezdarnymi ruchami zaczął gonić łobuza wrzeszcząc :”puść to, wyjmij to, słyszałeś?!” Rewelacyjna zabawa prawda? Goniony z fasolą w zębach, co za pomysł! Po zagonieniu dzieciaka w kąt sali zaczęła się akcja- licytacja: „nie kupie Ci lodów, nie dostaniesz balona, wypuść to, udławisz się, inne dzieci są grzeczne”. Po czym wyszedł z sali z dzieckiem na rękach sycząc przez zęby : ”teraz porozmawiamy inaczej”. 

Z pewnością chciał dobrze, przestraszył się, że dziecko nagle połknie groch i się udławi, poza tym na jakiego wyszedłby ojca, prawda? Ja wiem, że wypadki chodzą po ludziach, po dzieciach także. Pamiętam jak jako dziecko korciło nie by włożyć koralik do nosa, ha oczywiście tak by nikt tego nie widział. Oczywiście bardzo możliwe że dziecko się udławi, ale czy ta cała gonitwa nie podsyciła sytuacji? Moim zdaniem tak.

Groźba to nie rozmowa, zakaz to nie rozmowa ani nawet próba rozwiązania sytuacji. Gdy jest stres, wkracza bezsilność i to właśnie ona powoduje potok słów, których dziecko zupełnie nie rozumie.

Warto trenować, by wyczuć narastający stres, złość i w danym momencie umieć wypuścić powietrze, policzyć do 10 czy wyjść do drugiego pokoju. Jest duże prawdopodobieństwo, że Twoje mądre, ganiające dziecko z ziarnem w zębach posadzi je w doniczce jeszcze zanim wyjdziesz z tego pokoju i ochłoniesz.

 

Prawa do zdjęcia należą do:
Livin’ Spoonful

3 komentarze

  1. Niestety stres jest wpisany w życie rodzica, często już od pierwszych chwil ciąży. Boimy się o zdrowie nienarodzonego, potem o wspomnianą fasolkę w buzi kilkulatka, zbyt wysoką gorączkę… A potem, kiedy wydawać by się mogło, że najgorsze już za nami, przychodzi czas na pierwsze miłości i imprezy. I tak już zawsze coś. Więc zdecydowanie tak – tylko spokój nas rodziców uratuje! Tylko jak go kurcze osiągnąć? 😉

  2. Ostatnio mam duży problem z zachowaniem spokoju. Niestety, stres i nerwy to nie najlepsi doradcy, a w wychowaniu dzieci szczególnie…

Zostaw odpowiedź

Nawigacja