Jak powiedzieć NIE dziecku i stać się „gupim” rodzicem?

Odmawianie czegokolwiek dziecku jest czasem dla rodzica bardzo trudne. Oczami wyobraźni widzimy wtedy histerię , sprzeciw dziecka i bardzo często nasze wyrzuty sumienia. Na mówienie „nie„ dziecku jest wiele strategi z których możemy skorzystać lub po prostu będziemy autentyczni. To wybór rodzica.

W czym problem?

Problem z odmawianiem dziecku polega na tym, że młodsze dzieci nie słyszą słowa „nie”. O jednej ze strategi na „nie wolno” możecie przeczytać TUTAJ. Ale to tylko kwestia zakazywania związana bardzo często z troską o dziecko, a co z odmawianiem z powodu naszych chęci czy przekonań?

Bardzo często można zobaczyć, że rodzice odmawiając dziecku używają tonu wzbudzającego bardzo złe emocje. Nierzadko z powodu przekroczenia poziomu awaryjnego stresu ton odmowy jest agresywny. Sama często się na tym łapię w sytuacjach kryzysowych. To chyba właśnie emocjonalne podejście powoduje negatywną kontrreakcję dziecka. Głupotą byłoby gdyby dziecko z uśmiechem na ustach zgadzało się z odmową rodzica wyrażaną krzykiem albo co gorsza określającą dziecko w sposób, umówmy się, czasem bardzo negatywny np. „Nie! Bo ty ciągle marudzisz!”.

Zmiana postawy  i zmiana podejścia do odmowy wymaga czasu i oczywiście chęci.

Pomimo tego, że od przyjścia na świat N. podchodziłam do niego, co tu dużo mówić, jak do człowieka. Czyli z dużą dozą empatii, odmowa zawsze wymagała ode mnie bardzo dużo energii.

Bardzo szybko w związku z tym wypracowałam sobie, zupełnie nieświadomie, pewien system. Polegał on na tym, że nie zakazywałam i nie odmawiałam rzeczy dla zasady. Jeśli coś nie zagraża życiu i rzecz jaką N. chce koniecznie zrobić nie wpłynie znacząco negatywnie na nasz dzień czy funkcjonowanie w naszej przestrzeni po prostu mu pozwalałam. Bardzo szybko zostało to odbierane przez osoby trzecie bardzo niesłusznie jako „pozwalanie na wszystko”. Jeśli dziecko ma 2 lata i chce kroić ogórka, ja ie widzę przeszkód aby nie dać mu spróbować tego zrobić. Być może dla kogoś innego wyda się to niebezpieczne, niestosowne do wieku lub wymagające wiele pracy by posprzątać po takiej zabawie i nigdy nie pozwoliłby na to dziecku. Dla mnie nie stanowi to problemu więc nie widzę powodu by mu tego zabraniać. Jak widzicie  nawet bardzo prozaiczne powiedzenie „nie” jest sprawą bardzo indywidualną.

Prosta zasada

Zasada  „myślisz „tak”- mówisz „tak”, myślisz „nie” -mówisz „nie” powinna być zasadą która dorośli kierują się w stosunku do innych dorosłych by czuć się w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Nie widzę więc powodu by nie kierować się tą samą zasadą w stosunku do dzieci. Co jednak wtedy, gdy nie jesteśmy do końca pewni swojej decyzji? Dajmy sobie czas na zastanowienie.Mamy do tego prawo i nie jesteśmy nieomylni.

Ja jako osoba dorosła nie lubię jak mi się odmawia, chyba nikt tego nie lubi. Więc skoro sami wiemy że nie lubimy jak  słyszymy odmowę czemu dziwimy się, że dziecko w takiej sytuacji się frustruje? Przez te 20, 30 czy 40 lat nauczyliśmy sobie radzić z odmową na tyle, że nie wrzeszczymy, nie wyzywamy, nie rzucamy się na ziemię. Zajęło nam to trochę czasu, prawda? Dajmy ten czas też dziecku i dziwienie się gdy dziecko rzuca się na podłogę z powodu odmowy jest na prawdę bez sensu.

Inną sprawą jest to o czym pisałam na początku czyli sam ton głosu, przy czym nie łudźmy się, że za sprawą życzliwego tonu i uzasadnienia zgodnego z naszymi uczuciami dziecko nie nazwie Cię „gupim”rodzicem. Będziesz „gupi” ale przynajmniej bez wyrzutów sumienia.

Wpis inspirowany lekturą  J. Juul „Twoja kompetentna rodzina”

Zostaw odpowiedź

Nawigacja