Pocałuj ciocię!

Święta minęły, rodzinne spotkania noworoczne również. Otarliśmy z policzków ślady szminek babć i cioć. Jako dziecko szczerze tego nie znosiłam. Zapach dusznych perfum i bliskość na którą nawet raz w roku nie miałam ochoty.

Jeśli często odwiedzacie rodzinę z pewnością pierwszy tekst jaki usłyszeliście w stronę swoich dzieci to pytanie o buziaka lub przytulenie. Co wtedy, gdy dziecko robi krok do tyłu wtula się w rodzica? Tutaj zazwyczaj jest kilka reakcji.

  1. Wypychanie dziecka w stronę „cioci” z tekstem by się nie wygłupiało, przecież ciocia chce się tylko przywitać.
  2. Tekst ze strony osoby oczekującej pocałunku, że dziecko się wstydzi lub w bardziej hardcorowych sytuacjach ze jest po prostu „ nie wychowane”
  3. Przytulanie dziecka na siłę pomimo wyraźnych protestów.
  4. Używanie ( nie ważne od której ze stron) tekstów szantażujących „jeśli się nie przywitasz nie zjesz ciasta”
  5. Zaakceptowanie odmowy dziecka i nie naleganie przez obie strony.

Wszystko wydaje się być logiczne. Sami jako dorośli nie lubimy być zmuszani do tego by z czułością witać się z osobami niemalże obcymi lub takimi których się na przykład boimy. Dlaczego więc każemy robić to dzieciom?

Ja nie wiem dla mnie ta sytuacja jest wprost absurdalna. Ale jestem w stanie zrozumieć rodziców, którym bardzo trudno wejść w skórę dziecka i zrozumieć niechęć do rodziny. W wielu przypadkach takich rodziców ogarnia wstyd za własne dziecko, który potęgowany jest nieprzyjemnymi komentarzami.

W takich sytuacjach bardzo pomocne wydaje się być zrozumienie tego, że sami nie musimy wszystkich lubić, a jeśli nawet kogoś nie lubimy i witamy się z nim siarczystymi buziakami, nie znaczy to, że nasze dziecko również powinno tak robić. Nie bez powodu istnieje powiedzenie, że ktoś jest szczery jak dziecko. Dzieci po prostu jeśli nie chcą czegoś zrobić to o tym mówią, albo po prostu tego nie robią głośno protestując.

Na prządku dziennym w wielu rodzinach wydaje się funkcjonować zasada, że dziećmi można manipulować, warunkować ich zachowania i miłość. Zazwyczaj takie zachowanie jest argumentowane tym, że dziecko czegoś nie wie, nie rozumie albo zapomni. W wielu przypadkach takie myślenie jest łatwiejsze dla dorosłych , daje poczucie, że nie wpływamy znacząco takim zachowaniem na życie dzieci. Drugą stroną medalu jest to, że niekiedy jako dorośli nie umiemy inaczej bo nas samych tak traktowano.

Zawsze najlepszym wyjściem z sytuacji jest zachowanie się tak jak sami byśmy chcieli by postępowano wobec nas. A co zrobić z tymi najbardziej nachalnymi członkami rodziny? Być tak stanowczy jak oni sami, trzymać stronę dziecka, wyzbyć się wyrzutów sumienia i uśmiechnąć się!

Czy zdarzyło się Wam, że Wasze dzieci zostały zmuszone do przywitań i czułości z tym związanych?

 

Prawa do zdjęcia należą do: Gary Scott

5 komentarzy

  1. U nas póki co Adaś może się uśmiechnąć do nowych osób, o ile mu to pasuje:) za wcześnie na inne akcje, ja do niczego zmuszać nie będę. Sama nie lubiłam ciocinych całusków i „powiedz dzieńdobry/dowidzenia”

  2. Eee… moj syn odrazu mowi „nie!” i juz. Jak ktos nie potrafi zrozumieć tak wymownego „nie” to tlumacze z „polskiego na nasze” ze on nie chce tego i nic na sile.

  3. Jeszcze bym dodala takie rozne zaczepki ze strony rodziny w stylu: łaskotanie, zaczepianie palcem itp… niby to ma byc taki „sympatyczny” gest ale w sumie nie wiem dla kogo bo dla dziecka raczej nie… ostatnio uslyszalam ze „ooo on nie lubi byc łachotany po stopach” heh pozostalo mi odpowiedzieć „a ty wujek lubisz jak ktos obcy Cie łachocze po stopach? Bo ja nie ;)” Mam wrazenie ze za czesto rodzice chca sie przypodobac rodzinie i zamiast stac w obronie dziecka przyzwalaja na takie traktowanie dziecka jak smieszna „zabaweczke”…

  4. Jako dziecko nie znosiłam tego obcałowywania się ze wszystkimi ciotkami, wujkami i babciami. Przez to spotkania rodzinne bywały traumą. Na szczęście ojciec mój także źle wspominał siarczyste i mokre buziaki od starych ciotek, więc mnie nie zmuszał i zawsze bronił gdy przestraszona się chowałam. Pamiętam jakim to było dla mnie zbawieniem. Dlatego jak moja córcia będzie większa, także mam zamiar stawać w jej obronie i nie zmuszać do takiego witania się z obcymi dla niej ludźmi 🙂

  5. Pingback: Dzieci i ryby - Etatowa Matka

Zostaw odpowiedź

Nawigacja