Oczekiwanie na Święta- na bogato czy bez fajerwerków?

Wydaje mi się, że nie jestem taka stara. Czas przed świętami kojarzy mi się różnie, ale doskonale pamiętam kupowane co roku kalendarze adwentowe. Duże plansze z okienkami. Pewnego dnia naciskało się palcem na głowę grubego gościa z brodą i ukazywała się ona – brązowa, błyszcząca czekoladka! Jeszcze chwila zawahania, niepewności, jaki ma kształt i po chwili już wiedziałeś. Nie ważne czy był to prezent, bucik czy dzwoneczek, każdego dnia smakowała tak samo.

Nadal w sklepach można spotkać takie „staroświeckie „ kalendarze. Kto je teraz kupuje? Nie mam pojęcia. Może ja bym kupiła, gdyby tylko moje dziecko jadło czekoladę z taką chęcią jak ja kiedyś. Niestety, albo stety tak nie jest.

Plansza z czekoladkami to przeżytek, teraz to się robi na bogato. 24 dni, 24 paczki, 24 prezenty, codziennie coś innego, codziennie coś zaskakującego. Dzieci się zmieniają, potrzebują emocji. Kiedyś czuliśmy podekscytowanie zgadując jaki kształt ujrzymy, teraz to za mało. Dzieci potrzebują zaskoczenia, dzieci potrzebują wrażeń, ale czy tak na prawdę nie gubią tego całego sensu? 

Ja nie mam pojęcia czego może oczekiwać dziecko pod choinką po 24 dniach obdarowywania go prezentami.

Wiele rodziców uwielbia taką formę spędzania wolnego czasu, czyli robienie po nocach miliona paczek i wymyślania takiej ilości prezentów. Ja jednak mam problem często z wymyśleniem kilku drobiazgów pod choinkę dla dorosłych, a co mówiąc o dzieciach, które jak już ustaliliśmy – potrzebują emocji. To coś podobnego do sytuacji jazdy w deszcz pod górę na rowerze. Są tacy którzy to lubią (szacun), są tacy którzy tego nie znoszą, ale czuja satysfakcję i w końcu ci którzy tego nie znoszą więc tego nie robią. Ja chyba zaliczam się do tej trzeciej grupy.

Oczywiście nie tylko z tego względu, że zwyczajnie mi się nie chce. Do tego dochodzą takie argumenty jak ten, że zbyt duża ilość prezentów działa na moje dziecko destrukcyjnie. Co po chwili przenosi się na mnie bo nie mogę ogarnąć tego całego mikro plastiku u niego w pokoju, o którego nie dość, że się przewracam to jeszcze nie mogę go wyrzucić. Niby się mówi, że dzieci nie pamiętają, nie wiedzą, nie znają się…ale spróbuj wyrzucić zabawkę która jest zepsuta lub nieużywana. Karma wraca, przypomina sobie o niej po 3 miesiącach łącznie z nadaną nazwą, kolorem i firmą.

Przecież nie napiszę, że szkoda mi kasy na 24 prezenty do kalendarza adwentowego dla własnego dziecka. Jakby się temu jednak lepiej przyjrzeć zamiast miesiąca można obdarować go co roku na urodziny do pełnoletności a nawet dłużej. Ale umówmy się nikt tu nikomu do portfela nie zagląda.

Co dla jednych może okazać się normą dla innych może być przesadą. Wszak punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia, do tego dochodzi też podejście i motywacja.

Zdarza się jednak tak, że niektóre dzieci nie potrzebują emocji, one potrzebują motywacji. Głownie takiej polegającej na działaniu i rozwiązywaniu zagadek. Istnieją też i takie pomysły na kalendarze adwentowe. Te są bardziej ekonomiczne ale wymagają ruszenia głową, bo jak się okazuje wymyślenie 24 zadań dla dziecka nie jest bułką z masłem. Warto przy tym pomyśleć o wieku dziecka dlatego, że to się świetnie sprawdza przy dzieciach starszych. Uf to oznacza że mam na to jeszcze trochę czasu.

Nie robisz kalendarza adwentowego dla swojego dziecka? Odetchnij więc. To nic takiego.

Zdjęcia Anders Ruff Custom Designs

Zostaw odpowiedź

Nawigacja