Myśl kobieto!

Kiedyś polegałyśmy na mamie i babci. Czasem też korzystałyśmy z własnego mózgu lub nawet intuicji. Potem powstały portale społecznościowe.

Człowiek ma naturę stadną, choć zdarzają się wyjątki najprawdopodobniej gdzieś w Bieszczadach. Człowiek lubi gadać, choć robi to często bez sensu. Potrzebuje wsparcia, współczucia, ojojania. Czasy wykształciły w nas przekonanie, że jedna opinia nie wystarczy. Potrzebny jest sondaż, ankieta, wykres tworzony gdzieś w głowie. Przekonanie które sprawia, że nie jesteśmy sami w danej sytuacji.

Pytamy o wszystko, publicznie, niby wydaje nam się, że internet jest duży i zginiemy w tłumie. A jednak nie. Niektóre napisane rzeczy przylegają do nas jak obsikane portki i sprawiają, że w jednej sekundzie setki osób łapią się za głowę.

Nie wiem skąd to się bierze. Być może to wynik pośpiechu. Wszak szybciej dla niektórych wziąć telefon, włączyć apkę, wyszukać grupę i zapytać czy 5 ml syropu w strzykawce to tyle samo co 5 ml. syropu na łyżeczce. Bo dziecko chore.

Może się to również brać z tego, że nie mamy nikogo pod ręką. Ani męża matematyka, ani kochanka chemika.

Musimy mieć pewność w danej sekundzie. Zrobić zdjęcie i zapytać wszystkich czy dana krosta na tyłku dziecka to ospa czy też jakaś rzadka śmiercionośna choroba. Takie mamy czasy, bo do pediatry czeka się latami, a nóż widelec w worku nieznajomych znajdzie się ktoś kto wyleczył ową krostę siłą woli.

Kochamy opierać się na czyjejś opinii. Skoro Kaśka tak miała to i dla mnie jest nadzieja. Wyjątki potwierdzają regułę. Sprawiają, że nie jesteśmy sami. W grupie siła!

Często powiedzenie czegoś na głos pomaga, tak samo jak krzyk tłumiony przez muszlę klozetową. Niektórym pomaga pisanie nieznajomym, że w domu chujowo, że mąż zły a dziecko spać nie chce.    A jakby tak to powiedzieć słowami? Tylko komu? Nie ma komu?

Zostaw odpowiedź

Nawigacja