Kary – czy to wychowawcze?

Obecnie bardzo dużo mówi się o wychowaniu bez kar i nagród. Można powiedzieć nawet, że pogląd ten zajął miejsce jeszcze nie tak dawno opiewanemu wychowaniu bezstresowemu.

Wiele z nas nie wyobraża sobie wychowania dziecka bez kar, bo sami byliśmy tak wychowywani. Każdy z nas doskonale pamięta co najmniej kilka takich sytuacji gdzie zostaliśmy ukarani. Już nie wchodzę w to czy słusznie, czy nie słusznie, ale kara traktowana jest nadal jako postępowanie wychowawcze. Zachowanie, które sprawi, że nasze dziecko zapamięta konsekwencje i już nigdy tego zachowania niepożądanego nie zrobi. Ale czy to na pewno są konsekwencje? Ale o tym dalej.

To jakie kary pamiętacie?

Wachlarz kar wydaje się być nieograniczony od kar cielesnych- bicia, zastraszania, klęczenia na grochu przy ścianie, odizolowanie po publiczne wyśmiewanie i poniżanie. Zastanawiając się chwilę, czy te wszystkie kary, które nawet jak je piszę, a wy czytacie wywołują tak negatywne emocje, mogą być wychowawcze? Czy zmienią zachowanie naszych dzieci?

Okazuje się, że nie! No oczywiście jeśli chodzi nam o to żeby starszy brat nie bił młodszego w naszej obecności, to tak… na pewno nie będzie tego robił. Jednak jeśli tylko wyjdziemy z pokoju przywali mu dwa razy mocniej, po czym się tego wyprze, bo przecież rodzic tego nie widział. Pytanie czy wolimy być słodko oszukiwaniu i karmieni kłamstwami przez swoje dzieci.  Jedyna nauką jaką wynosi dziecko z takiej sytuacji to to żeby nie dać się przyłapać.

Pamiętacie co czuliście będąc ukaranymi? Rodzic wtedy jest najgorszy, dziecko traci do niego zaufanie, budzi się chęć odwetu, a słowa „ ja wam pokażę!” w dziecka głowie niestety burzą więź z rodzicem nieraz bezpowrotnie. A chyba nie o to nam chodzi.

I wydaje mi się to bardzo naturalne że działamy w ten sposób. Nie znamy innej drogi, sami tak mieliśmy i przeżyliśmy. I koło się zamyka. Bardzo trudno wyjść ze schematu.

Jedno jest pewne, wszystkie kary mają kilka cech wspólnych:

-są nieadekwatne do zachowania ze względu na silne emocje rodzica

-wywołują poczucie krzywdy i buntu

-z punktu widzenia rodzica powinny być dotkliwe, tak aby dziecko je zapamiętało

-bywają odwetem rodzica na dziecku za niewłaściwe zachowanie

-czasem są odroczone w czasie ze względu na nastrój rodzica

-dziecko nie jest o nich uprzedzane, często jest zaskoczone

-dziecko może być nimi straszone

-mogą być nie możliwa od zrealizowania przez rodzica

Jeszcze bardziej w tym schemacie karania według mojej opinii  utwierdził nas bardzo popularny kilka lat temu program telewizyjny „Superniania”. Pokazywał on „humanitarne sposoby karania”, połączone z rozmową z dzieckiem.  Od tego momentu „karny jeżyk” zagościł w wielu domach na stałe. Ale rodzic jak to rodzic lubi szybko, rach ciach i po sprawie, dzieciak w kąt na jeża i spokój jest? Jest! A jak za krótko trwa te 5 min to dodajemy jeszcze 5 bo w oczach dziecka widzimy doskonale ( bo rodzic się nie myli) że dziecko ewidentnie jeszcze nie przemyślało sprawy.

A co dziecko wtedy robi? Tak, tak zastanawia się, ale nie nad tym co źle zrobiło, ale na tym co zrobić żeby następnym razem nie być przyłapanym, albo myśli w ogóle o czym innym, jak zbudować nowy garaż dla aut, albo co będzie na obiad.

Jednym słowem program ten tak namieszał w głowach rodziców, że zamiast pomóc zrobił jeszcze większy zamęt stosując wszystkie techniki i metody, tak jakbyśmy wymieszali je w jednym garze i dawali do jedzenia wszystkim dzieciom.

Bardzo łatwo nie karać dziecka, które jest „grzeczne” , ale co z reszta? Co zamiast kar?

Tutaj bardzo dużo zależy od nas i od tego aby chciało nam się mówić o swoich uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach. Być może będzie nam się wydawało, że dziecko zupełnie tego nie rozumie, ale schemat mówienia o sobie i tego co chcemy w dłuższej perspektywie na pewno da efekt.

Trzeba pamiętać, że pod względem potrzeb i uczuć jesteśmy z dzieckiem równi. Każdy ma swoje potrzeby i uczucia i są one tak samo ważne niezależnie od osoby.

O ile karanie sprawia uczucie w dziecku,że nic nie da się naprawić, już cała nadzieja przepadła, tutaj możemy dać dziecku alternatywę, zapytać czy wie jak daną rzecz lub sytuacje naprawić, lub samemu zasugerować ( jeśli dziecko nie mówi). Takie zachowanie daje nadzieje i nie burzy więzi. Często są takie sytuacje gdzie mamy ochotę krzyknąć :STOP! Jest to świetny pomysł, przejmijmy inicjatywę, zaproponujmy coś dziecku, odwróćmy jego zachowanie np. wskazując w czym dziecko mogłoby nam pomóc.

Jak do tej pory same przyjemności, ale nie tylko o przyjemności tu chodzi. Jest też druga strona, tz. to że dziecko musi tez w jakiś sposób odczuć konsekwencje swojego zachowania.

I tutaj jest miejsce na to abym serdecznie zachęciła Was do spróbowania wyciągania konsekwencji zamiast karania. Konsekwencje mogą być naturalne i logiczne jak np. wytarcie lub pomalowanie pomazanej ściany ( bądź pomoc rodzicowi ), bo to że uderzymy dziecko, wyszarpiemy mu długopis z ręki i zamkniemy same w pokoju, nie zmieni faktu że z tą ścianą trzeba będzie coś zrobić. I to nie zmieni faktu że i tak będzie musiał zrobić to rodzić. Włączenie dziecka do tych działań, pomoże zrozumieć mu że takie zachowania mają swoje konsekwencje, a może wspólne malowanie ściany stanie się świetną zabawą, która umacnia więzi na nie je niszczy.

Zamiast kary możemy też wykorzystać konsekwencje ustalone wcześniej, czyli regulaminowe. Takich konsekwencji nie wymyślamy sami w szale emocji, ale ustalamy je z dzieckiem, tak aby nie było one zaskoczone ( jak w przypadku kary)

Konsekwencje (podobnie jak kary) mają kilka cech wspólnych. Pomoże to Wam je odróżnić.

-konsekwencja następuje tu i teraz, w danej chwili, może być jednak odciągnięta w czasie , jeśli jest logiczna.

-musi być możliwa do wykonania nawet przez rodzica. Próbowaliście nie korzystać z telefonu przez tydzień? No właśnie.

-musimy trzymać na wodzy swoje fantazje i tutaj nie jest ona nieograniczona, a adekwatna do wieku i rozwoju dziecka.

-wymaga uprzedzenia o istnieniu zasady. ustalamy je wspólnie z dzieckiem, wyjątkiem jest oczywiście dziecko małe i tutaj my ustalamy zasady.

-zasada „minimum słów- maksimum czynów”

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam problem kar. Wydaje mi się, że warto dłużej zastanowić się nad tym. Bo znam wielu rodziców, mówiących : „tak tak, wiem wiem” a po chwili z wrzaskiem wysyłają swoje dziecko do pokoju, biją je po rękach lub szarpią. Warto spojrzeć w tej kwestii na siebie trzeźwym okiem, choć opanowanie emocji nie jest sprawą łatwą.

Wydaje mi się, że kluczowy tutaj jest luz, danie czasu sobie na oddech, i najpierw to my sami musimy wyluzowac i uwierzyć że rozsypana mąka, pomalowana ściana czy zbity wazon to nie jest koniec świata, a większość rzeczy da się naprawić. No a jeśli się nie da to i tak jutro będzie nowy dzień.

Prawa do zdjęcia należą do: Shawn Chen

 

Zostaw odpowiedź

Nawigacja