Dziecko jak lustro. Rozwijasz się czy tylko siedzisz w domu?

Wstajesz skoro świt. Z pozoru codziennie robisz te same rzeczy, nic szczególnego. Ogarniasz siebie, dom, dzieci,psa, kota, chomika i kanarka. Niby bez planu, bez spiny a Twoim szefem jesteś Ty sam, a jednak biegniesz. Przerwę na kawę masz symboliczną, taką by wypić ją zimną.

Co z lunchem, brunchem czy innym cholerstwem? Jest, ale zdążysz tylko popatrzeć jak je je Twoje dziecko. Przerwa obiadowa dla niektórych jest zbawienna, całe 10 min, albo i krócej.

Jak wygląda Twój plan dnia? Co z harmonogramem, planem spotkań i kalendarzem? Tutaj zależy wszystko od Ciebie jak w każdej pracy. Jednak w większości przypadków jak masz plan dnia to możesz go już o 11.30 wyrzucić przez okno.

Większość czasu stykasz się z ludźmi, którzy nie zawsze myślą jak Ty a jednak w większości dnia musisz się z nimi liczyć. Po pracy nie możesz zamknąć drzwi biura, prace zawsze masz ze sobą, nawet w nocy.

Na początkowym etapie próbnym który trwa rok lub dwa nie jest łatwiej, a powiem więcej wtedy zaplanować musisz nawet swoje noce. Jednak takie wyzwania to nie wszystko. Kluczowe wydaje się tutaj obcowanie z dziećmi. Codziennie inaczej, codziennie z innymi umiejętnościami i innym humorem. Po zaplanowanym całodobowym „ okresie próbnym” dochodzą dość trudne i skomplikowane relacje z człowiekiem, który zmienia zdanie co 5 min., a co 2 min .ma nowe pomysły.

Taki etat, taka praca. Jaka? Praca w domu.

Gdy dziecko kończy rok rodzic nagle zaczyna być bombardowany pytaniami o powrót do pracy. Jeśli jego wybór i plan jest taki, że wraca niebawem, nie ma problemu. Jednak wtedy zaczynają się pytania o to co z dzieckiem. Pytania urywają się zazwyczaj, gdy w rozmowie pada słowo „babcia”. Gorzej jest gdy mowa o żłobku, przedszkolu czy niani.

Co wtedy, gdy mija rok, pytania nie milkną, a Twój wybór jest trochę inny niż większości? Wtedy stajesz się kurą, bądź kogutem domowym. Nagle okazuje się, że w oczach innych ludzi a w szczególności kobiet „siedzisz w domu”. Nic nie robisz, lenisz się, siedzisz, a Twój rozwój kończy się na umiejętności wrzucania kilogramowej pieluchy do kosza z różnej odległości. Można by pomyśleć, że  z taką umiejętnością powinniśmy startować do NBA, ale nie, Ty nadal „siedzisz”.

Ludzie a w szczególności kobiety kochają oceniać. Bardzo szybko przychodzi im projekcja czyjegoś życia. I choć wiadomo, że każdy kowalem swojego losu, te oceny są zazwyczaj bardzo krytyczne. Sam sobie wybierasz życie, sam nim kierujesz, a także kierujesz tym w którym kierunku się rozwijasz. Warto zawsze przed oceną mieć z tyłu głowy, że nigdy nie znamy całej prawdy i tylko niektórzy przed oceną w ogóle próbują do tej prawdy dotrzeć by widzieć czyjąś motywację.

W korporacji masz plany, te krótko i długo terminowe. Spotkania z coachem, psychologiem. Jednak zawsze możesz przewidzieć co się stanie. A mimo tego rodzic zajmujący się dziećmi postrzegany jest jako rodzić, który się leni, „siedzi w domu” i nie rozwija.

Rozwój- kluczowe słowo. Czy nie jest tak, że każdy wybiera sobie sam kierunek rozwoju? I jeśli, słyszę od kogoś, że praca w korporacji rozwija, nie to co „siedzenie” w domu. Odpowiadam: „serio”?

Wyzwaniem staje się każdy dzień, bez planu. Od tak, po prostu, z zaskoczenia. Nie da się olać klienta, bo Cię wkurza każdym słowem, a nawet jak to zrobisz, po sekundzie przypominasz sobie, że to Twoje dziecko. Jeśli już jesteśmy przy rozwoju. Co się bardziej i szybciej rozwija niż dziecko?

Musisz nadążać, codziennie gasić miliony pożarów robiąc to z głową.

Dlaczego dla niektórych ludzi bycie z dzieckiem jest mało rozwojowe? W mojej opinii takie osoby nie wyobrażają sobie mądrego rodzicielstwa. Rozkazywanie, stawianie do kąta i postawienie się w naturalnej pozycji osoby większej, ważniejszej i mądrzejszej nie wymaga rozwoju. Lecz jak zrobić to by towarzyszyć dziecku, budować w nim poczucie wartości, sprawić by czuło się bezpiecznie i wychować dziecko na zwyczajniej na świecie szczęśliwego człowieka? Rozmowa z dzieckiem jak z równorzędnym partnerem, a zarazem bycie przewodnikiem to sztuka. Uwierz mi, nie robi się tego siedząc i nic nie robiąc. To wymaga myślenia, szukania rozwiązań i umiejętności proszenia o pomoc. Towarzyszenie dziecku, to nie tylko jego rozwój, ale też rozwój samego siebie. Niewiarygodne?

A jednak możliwe, zwłaszcza wtedy, gdy zobaczysz, że dziecko jest Twoim lustrem. Bardzo szybko obnaża Twoje wady, takie których nigdy nie przyszłoby Ci do głowy powiedzieć podczas rozmowy kwalifikacyjnej i zaliczyć do swoich słabych stron, bo nagle okazuje się, że przez 30 lat swojego życia nawet o nich nie wiedziałeś.

 

Prawa do zdjęcia należą do: Philip Dean

3 komentarze

  1. Bardzo ładne podejście. Babskie wręcz 🙂
    A na poważnie, to moje dziecko ma niedługo dwa lata a ja siedzę w domu. Z jednej strony młoda ma astmę wczesnodziecięcą i zeszły rok dał nam porządnie w kość. Więc siedzę w domu by przypilnować jej zdrowia. A z drugiej strony – ja lubię siedzieć w domu 🙂 Lubię z moimi córkami spędzać czas, wymyślać im zadania, chodzić na wycieczki, na basen albo nawet na zakupy.
    Jestem etatową mamą 😉 :*

Zostaw odpowiedź

Nawigacja