Wychowanie

Jesteś zły?

Mój syn ma w głowie huragan emocji. Tak, to normalne dla niespełna 2 latka. Nie jest to jednak sprawą prostą. A my dorośli kochamy pewne rzeczy upraszczać. Mówimy niepełnymi zdaniami, czasami uważamy że reszta świata powinna czytać w naszych myślach…albo lepiej nie. Kochamy mówić skrótami, bo w końcu nie mamy czasu. Jesteśmy zabiegani, zapracowani, zmęczeni i każdy powinien wiedzieć o co nam chodzi- dziecko też. Kim jest zły człowiek? Według większości z Was to pewnie osoba krzywdząca innych, robiąca straszne rzeczy, zasługująca na karę. Dla dziecka to Gargamel, Buka czy Joker z Batmana, albo po prostu złodziej, którego ścigają sprawiedliwi policjanci czy kot z kreskówki, który bezlitośnie atakuje myszki. Postać negatywna i choć dobro zwycięża, czarny charakter zostaje czarnym charakterem i zapada głęboko w pamięć. Dzieci nie czytają w naszych myślach, ba dorośli nawet nie czytają. Czego więc oczekujemy od kilkulatków? Tego że zrozumieją pytanie; „jesteś zły?”. Nikt nie chce…

Buntownik nie z wyboru

O buncie dużo się mówi, dużo się pisze. W grupie matek dzieci około 2. lat to chyba temat numer jeden. „Twój zbuntowany czy jeszcze nie?”- słyszy się na placach zabaw. A dopiero później pada szczegółowy opis….mrożący krew w żyłach, pełen szczegółów i drastycznych zwrotów akcji, niczym dobry thriller. Różnica taka, że taki film obejrzelibyśmy z zaciekawieniem, a jeśli już mamy to w domu jest gorzej. Rzuca się na podłogę, ciągle wrzeszczy „nie!”, coś chce a za minutę tego nie chce (bądź odwrotnie), krzyczy, wydziera się… Takie sytuacje są dla rodziców bardzo frustrujące, a jeszcze bardziej dla dziadków. Był anioł a teraz co, rozpuszczony smarkacz. I czyja to wina? No jasne że rodziców. A zdanie rodziców jakie? No że bunt, że już tak zostanie… do 18-nastki, albo jak się z domu wyprowadzi. Mnóstwo metod wychowawczych z których żadna nie działa. Może dlatego, że nie mamy na to wpływu, akurat na to…

A gdyby tak przestało oddychać…?

O kim mowa w tytule? O Twoim dziecku. Brutalne? Może trochę. Zawsze uważasz, że to Ciebie nie dotyczy. Owszem zdarza się, ale gdzieś obok. Zachłyśnięcia, zadławienia, zatrzymanie oddychania w przebiegu choroby. Co wtedy zrobisz? Trzeba zadzwonić po pogotowie, to jasne, ale niestety nawet najlepsze pogotowie nie przyjedzie w sekundę. Czy nie uważasz, że każdy rodzic powinien być przygotowany na taką ewentualność? Ja umiem zrobić sztuczne oddychanie  swojemu synowi, wiem jak zachować się gdy się zadławi lub zakrztusi. A Ty? Dbamy o swoje dzieci jak najlepiej, to jasne, dmuchamy na nie i chuchamy, staramy się wychować jak najlepiej. Uwielbiamy kupować gadżety, ubrania z naturalnych materiałów, modne buty, co jednak z takimi sytuacjami? Co wtedy, gdy Twoje dziecko w bajeranckich spodniach i markowych butach zrobi się sine, upadnie. Wtedy wszystko traci znaczenie, liczy się tylko życie. Jeszcze na studiach uczestniczyłam w wielu kursach pierwszej pomocy. Gdy zostałam mamą pierwsza pomoc trochę zmieniła…

Nie bij! Nie drap! Nie rusz!

Znacie te tytułowe zwroty? Każdy chyba spotkał na swojej rodzicielskiej drodze dziecko, które nie może się oprzeć żeby nie walnąć Twojego, albo sami jesteście posiadaczami takowego okazu. No ręka aż to dziecię niesforne świerzbi żeby komuś lub czemuś przywalić. Ot na „dzień dobry” w piaskownicy, w drodze na zjeżdżalnię, psa sąsiada lub Ciebie. Bez ostrzeżenia, bez przepraszam, bez powodu zdawać by się mogło. Panie w przedszkolu łapią się już za głowę bo nie wiadomo co z takim zrobić. Tłumaczyć czy izolować, odciągać czy pozwalać na konfrontację i czekać na pierwszą krew. Skąd się bierze agresja u dzieci? O ile sami nigdy nie podnieśliśmy ręki na dziecko i nie daliśmy takiego „przykładu” wydaje się nielogiczne takie zachowanie u najmłodszych. Okazuje się, że agresja u dzieci rodzi się w mechanizmie frustracji i lęku a także niskiej samooceny. To istne koło zamknięte, sytuacje które same się napędzają i zapętlają. Rozumiecie mnie? Dajmy na…

„Mamo, skąd się wziąłem?”

To pytanie kiedyś w końcu dopada rodzica. W większości przypadkach staje się to niespodziewanie- przy kolacji czy podczas zabawy w ogrodzie lub… w kolejce do kasy w markecie. Pytanie to spada jak grom z nieba i odejmuje nam mowę. Nagle zapominamy „języka  w gębie” i nabieramy wody w usta. O ile to pytanie wydaje się lajtowe należny zdawać sobie sprawę że to dopiero początek, jedynie mały wstęp do pytań typu: dlaczego nie masz siusiaka? którędy wychodzi dziecko? co to jest seks? co to jest prezerwatywa? kto to jest gej? Tak….ja wiem- w głowie rodzica zapala się czerwona lampka i pojawiają się myśli dlaczego dziecko wpadło na taki pomysł? I masa odpowiedzi…dorosłych, jak to powiedzieć dziecku? Zacznijmy od tego, że osobom z którymi rodzice w dzieciństwie nie  rozmawiali na temat seksualności, a był to ewidentnie temat tabu, znacznie trudniej odnaleźć się w tej sytuacji. Ale chyba każdy rodzić chciałby by dziecko…

Nic się nie stało!

Pamiętacie taką sytuację, kiedy w świetnym humorze hasacie sobie po domu, a tu nagle…TRACH!!! Uderzacie o kant łóżka małym palcem u stopy. Niby to tylko mały palec… ten najmniejszy, krew nie leci, ba nawet otarcia nie ma a boli jak cholera. Padacie na podłogę z łzami w oczach i głośnym wrzaskiem przekleństwa na ustach.  A co gdyby wtedy podszedł ktoś do Was i powiedział: ” daj spokój, nic się nie stało!”. Zmieniłoby to Waszą reakcję?  Moją na pewno nie, a co najwyżej rozwścieczyło jeszcze bardziej.  To dlaczego tak często powtarzamy to naszym dzieciom? Na placu zabaw ciągle słyszę : „nic się nie stało, nic się nie stało, o popatrz kwiatek, idziemy dalej!”. Nie chcę tutaj uogólniać, ale tą reakcję na płacz dziecka zazwyczaj wybierają babcie. I nie mam nic do babci bo wszystkie są niesamowicie kochane. A nasza w tym głowa żeby trochę zmieniać to ich podejście.  Z czego wynika…

Od najmłodszych lat siedzimy w jakiejś szufladzie…

Tak właśnie jest, dostrzegam to w większości rozmowach dorosłych z dziećmi, a jak już zaczyna to dotyczyć mojego dziecka….trudno mi akceptować takie sytuację. O co dokładnie chodzi? O szufladkowanie, o wkładanie dzieci w określone role od najmłodszych lat. Jaki ty byłeś? Śpioch, leń, niejadek, wstydzioch, gapa, zapominalski, beksa? Nasi pradziadkowie niegdyś określali tak naszych dziadków, dziadkowie rozmawiali tak z naszymi rodzicami i w większości my sami byliśmy wychowani w danych rolach. I notorycznie my sami również to robimy. Określamy swoje dzieci bardzo szybko, bez zastanowienia, ba określamy tak samo szybko, również inne dzieci. Nieważne czy to sklep, czy plac zabaw. Spójrzmy na wszędobylskiego wstydziocha, ciągle chowa się za mamą, nic nie mówi, nie przywita się, wzrok ma dziwnie podejrzliwy i wiek…2 lata. Czego on może się wstydzić? Wstydzi się siebie, swojego ubrudzonego ubrania, tego że jest za niski, tego że nie potrafi wejść jeszcze na drabinki, czy swojej mamy się…

NIE WOLNO!

Od znajomego małżeństwa dowiedziałam się ostatnio, że wyrażenie „nie wolno” wypowiadane jest w ich domu częściej niż imię córki. Uważam, że wielu z Was ta sytuacja jest bliska. Nie wiem jednak niestety jaka część rodziców zdaje sobie sprawę z tego, że dziecko nie słyszy słowa „nie”. Patrząc trzeźwym okiem na te dwie sytuacje. Z jednej strony ciągłe komunikaty „nie wolno” do dziecka, a z drugiej nieumiejętność odczytania tego właściwie, już na samym początku nastręcza nie lada problemy. Po pierwsze uczucie beznadziei i syzyfowej pracy rodziców, frustracja i poczucie, że dziecko robi nam permanentnie na złość ( znacie to?). Z drugiej strony poczucie ograniczenia, ciągły sprzeciw, niedosyt i złość manifestująca się płaczem. No masakra! Prędzej czy później każdego rodzica spotka taka sytuacja, że dziecko bije inne osoby, niszczy rzeczy w domu, ucieka na spacerze, robi awanturę o zabawkę czy robi rzeczy wg. nas niebezpieczne lub takie których nie robią osoby dorosłe.…

Ach ta nieodparta duma!

Pierwszy uśmiech, pierwszy krok, samodzielnie zjedzony obiad, właściwe użycie nocnika, ułożenie puzzli, pomoc koleżance, pierwszy dzień w przedszkolu bez płaczu…. A nawet pierwszy ząbek te i wiele innych sytuacji sprawiają, że całe ciało rodzica napełnia się rozpierającą dumą. Czasami powtarzamy to że jesteśmy dumni ze swoich dzieci do znudzenia- o wszytko. Ach tak mają rodzice, niestety. Jeszcze bardziej niestety pojawia się w naszych głowach przekonanie,że robimy dobrze. Przecież doceniamy własne dziecko i mu to mówimy. Nie tłumimy emocji i budujemy pewność siebie i wysoką samoocenę u dziecka. Same pozytywy! No nie do końca…. Okazuje się jednak że zwrot ” jestem z Ciebie dumny” do dziecka działa inaczej niż chcemy a nawet inaczej niż się spodziewamy. Należę do tej grupy rodziców, którzy chcą by moje dziecko było niezależne , pewne siebie i swoich działań. Ale by tak się stało to nie ja muszę być z niego dumna, ale On sam z…

Co wspomaga a co nie pomaga w rozwoju niemowlaka?

Wychowanie dziecka? Bułka z masłem- powie wielu. Wychowanie wychowaniem, a co z umiejętnościami? Przecież i tak kiedyś nauczy się jeść, przecież i tak kiedyś nauczy się przewracać, przecież i tak kiedyś nauczy się chodzić, mówić… i tak dalej. Więc czemu, tak wiele rodziców zainteresowanych jest wspomaganiem rozwoju dziecka? Najchętniej chcielibyśmy aby wszystko szło jak w zegarku, zgodnie z tabelą (tak z tą tabelą z jednych z tych książek, których jeszcze przed narodzinami przeczytałaś/ przeczytałeś). Jednak w tak niewielu przypadkach wszystko dzieje się idealnie ze wspomnianą tabelą. Sama, pomimo swojego wykształcenia i pewnej świadomości związanej z rozwojem dziecka, musiałam powtarzać sobie wielokrotnie: daj mu czas! Wiem, że świadomość, że czegoś nie możemy przyspieszyć i nie mamy na coś wpływu może przerażać, ale tak niestety jest. Pozostaje nam tylko wspomagać rozwój naszego dziecka, a wiele z rodziców nie zdaje sobie sprawy że niektóre banalne rzeczy mogą mieć niesamowity wpływ na rozwój…

Nawigacja