Wychowanie

Dziecko i pies w jednym stali domu…

W większości czworonóg pojawia się w rodzinie wcześniej niż dziecko. Razem z mężem twierdzimy, że to zawsze takie ciche przygotowanie do rodzicielstwa. Może dlatego, że w naszym przypadku tak było. Najpierw jedno wyzwanie. Włochata kulka, która wymaga od człowieka zaopiekowania i tego, że spontaniczny wyjazd często nie wchodzi w grę. Trzeba znaleźć hotel przyjazny zwierzętom, szukać restauracji do których możesz wejść lub zjeść coś na dworze albo zwyczajnie na taką ewentualność mieć „babcie” w pogotowiu. Z dzieckiem jest łatwiej. Ono ma znaczącą przewagę. Rozwija się z prędkością światła. Każdy miesiąc sprawia, że jest inaczej. Nie chodzi jednak tutaj o sytuację: pies czy dziecko, a raczej pies i dziecko. Czy da się to pogodzić? Wraz z narodzeniem dziecka pojawiają się wątpliwości czy takie połączenie zda egzamin. Zwłaszcza gdy w większości od osób starszych słyszy się negatywne opinię o obecności psa zwłaszcza przy małym dziecku. Tak, tak, już w pierwszych dniach słyszałam…

A Ty tłumacz mądry rodzicu…

Chyba każdy rodzic małego dziecka zna sytuację kiedy go nie poznaje. Gdy podczas zakupów nagle zaczyna wrzeszczeć, rzucać się na podłogę lub robi aferę w windzie bo inne dziecko wcisnęło guzik. Są takie sytuacje w życiu dziecka kiedy nagła potrzeba posiadania lub zrobienia czegoś przysłania cały świat i wszystkich ludzi. Staje się tragedia narodowa i w tej właśnie chwili gdy pęka ci głowa a ręce bolą od trzymania zakupów i miliona innych rzeczy świat w jego głowie rozpada się na kawałki. Co tu kryć, N. nigdy nie był dzieckiem wybuchowym a napady złości lub sytuację gdy zostawał odcięty poprzez swoje myśli w zupełności od świata zdarzały się rzadko. Nagle przyszedł ten wiek. Wiek burzy w głowie, miliona myśli, uczuć i słów które nie do końca umie powiedzieć, czyli 2,5 roku. Serce podpowiadało mi zawsze, że wrzask nic nie daje a jedynie obnaża słabość rodzica. Przecież we wszystkich książkach „dobrego wychowania”…

Jak sprawić by Twoje dziecko odważnie podejmowało nowe wyzwania?

Kiedy myślimy o swoim dziecku, o tym jakie chcielibyśmy by było za kilka lub kilkanaście lat wiele z Was powie, że odważne. Nie chodzi tutaj paradoksalnie o odwagę zdobywania czegoś za wszelką cenę. Wielu z Was chodzi o odwagę do życia, do zdobywania tego co sprawia nam radość. Chodzi tutaj o odwagę do rozwoju.  Oczywiście na początkowym etapie odwaga ta skupia się na fizycznych wyzwaniach dziecka i zdobywaniu nowych umiejętności. Z czasem owa odwaga przeradza się w podejmowanie własnych decyzji, współistnienie z innymi ludźmi i umiejętność odnalezienia siebie i swoich potrzeb w tłumie. Kiedyś patrzyłam na swoich rówieśników i jako dziecko nie mogłam zrozumieć dlaczego niektórzy w swoich działaniach i podejściu do życia tak bardzo się różnią. Dlaczego niektórzy z ochotą podejmują kolejne wyzwania. Bez skrępowania, bez trzęsienia się jak galareta, krzywej miny i zwątpienia na ustach. Czasem im się udawało i był sukces, a czasem nie. Co wtedy robili?…

Pocałuj ciocię!

Święta minęły, rodzinne spotkania noworoczne również. Otarliśmy z policzków ślady szminek babć i cioć. Jako dziecko szczerze tego nie znosiłam. Zapach dusznych perfum i bliskość na którą nawet raz w roku nie miałam ochoty. Jeśli często odwiedzacie rodzinę z pewnością pierwszy tekst jaki usłyszeliście w stronę swoich dzieci to pytanie o buziaka lub przytulenie. Co wtedy, gdy dziecko robi krok do tyłu wtula się w rodzica? Tutaj zazwyczaj jest kilka reakcji. Wypychanie dziecka w stronę „cioci” z tekstem by się nie wygłupiało, przecież ciocia chce się tylko przywitać. Tekst ze strony osoby oczekującej pocałunku, że dziecko się wstydzi lub w bardziej hardcorowych sytuacjach ze jest po prostu „ nie wychowane” Przytulanie dziecka na siłę pomimo wyraźnych protestów. Używanie ( nie ważne od której ze stron) tekstów szantażujących „jeśli się nie przywitasz nie zjesz ciasta” Zaakceptowanie odmowy dziecka i nie naleganie przez obie strony. Wszystko wydaje się być logiczne. Sami jako…

Jak powiedzieć NIE dziecku i stać się „gupim” rodzicem?

Odmawianie czegokolwiek dziecku jest czasem dla rodzica bardzo trudne. Oczami wyobraźni widzimy wtedy histerię , sprzeciw dziecka i bardzo często nasze wyrzuty sumienia. Na mówienie „nie„ dziecku jest wiele strategi z których możemy skorzystać lub po prostu będziemy autentyczni. To wybór rodzica. W czym problem? Problem z odmawianiem dziecku polega na tym, że młodsze dzieci nie słyszą słowa „nie”. O jednej ze strategi na „nie wolno” możecie przeczytać TUTAJ. Ale to tylko kwestia zakazywania związana bardzo często z troską o dziecko, a co z odmawianiem z powodu naszych chęci czy przekonań? Bardzo często można zobaczyć, że rodzice odmawiając dziecku używają tonu wzbudzającego bardzo złe emocje. Nierzadko z powodu przekroczenia poziomu awaryjnego stresu ton odmowy jest agresywny. Sama często się na tym łapię w sytuacjach kryzysowych. To chyba właśnie emocjonalne podejście powoduje negatywną kontrreakcję dziecka. Głupotą byłoby gdyby dziecko z uśmiechem na ustach zgadzało się z odmową rodzica wyrażaną krzykiem albo…

Powiedz w końcu czego chcesz!

Jako rodzice doskonale wiemy jakie są konsekwencje różnych zachowań dzieci. Może dlatego, że mamy większe doświadczenie, jesteśmy starsi lub sami ich doświadczyliśmy. Jako rodzice jesteśmy również mistrzami wizjonerstwa  i kreatywności w wymyślaniu przeróżnych argumentów by np. wyciągnąć dziecko z piaskownicy lub placu zabaw gdy się ściemnia. Nie jest to jednak wpis o tym jak oszukujemy dzieci by przekonać je do swojej racji, a raczej o tym co robić by tego uniknąć. Nie jest to kwestia sposobu, gotowej rady, która działa natychmiastowo. Dlaczego nie jesteśmy z dzieckiem szczerzy i nie mówimy czego tak na prawdę sami chcemy? Dziecko on najmłodszych lat, a raczej od momentu gdy nauczy się mówić bardzo dobitnie komunikuje nam o tym czego chce. Nie używa jednak skomplikowanych argumentów a najprostsze „chcę”. I wszystko jasne. Jak chce to chce, taka jest jego potrzeba, na tym jest skupiony i koniec. Czy rodzic może też czegoś chcieć? Jasne, może chcieć…

Śpij słodko, na poduszce czy bez?

Poduszka, bezsprzecznie kojarzy się każdej osobie ze snem. Jest to synonim spokoju, wygody i odpoczynku. Dla dziecka chcemy jak najlepiej- rodzice, dziadkowie, ciocie, nianie, dla kochanego pączusia zrobią wszystko. Muszę Wam jednak powiedzieć, że jeśli widzicie malucha na stu poduszkach i materacach- mylicie się. Ich opiekunowie nie szukają księżniczki na ziarnku grochu, a raczej pozornej wygody. Zacznijmy od tego, że kręgosłup rodzącego się dziecka, znacząco różni się od kręgosłupa dorosłego człowieka, ba a nawet dziecka kilkuletniego. Nie chodzi tu raczej o ilość kręgów, lub budulec, a o kształt. Jasne jest to, że noworodkowi na obiad nie damy kotleta, bo nie ma zębów a i układ pokarmowy jeszcze nie jest przystosowany na tak ciężki kaliber all inclusive. Jeśli chodzi o układ pokarmowy to jasne, ale jeśli chodzi o układ kostny maluchów już nie bardzo. Kupujemy najsłodszą na świecie pościel. Skład: poszewka na kołdrę, prześcieradło, ochraniacz i poszewka na poduszkę. To jak…

Jak skutecznie podciąć dziecku skrzydła?

Mam wrażenie, że jako rodzice to uwielbiamy. Podcinamy skrzydła naszym dzieciom codziennie po milimetrze. Bardzo skutecznie i konsekwentnie. Czasem jesteśmy w tym konsekwentni bardziej niż w innych czynnościach. Świetnie nam to wychodzi. Można by rzec, że jesteśmy w tym ekspertami w każdej sytuacji, czy to w domu czy np. na placu zabaw. Dlaczego wychodzi nam to tak perfekcyjnie? Chyba dlatego, że samo zostaliśmy tak wychowani. Rodzice mają wiele strategii na wychowanie. Pierwsza jest taka, że powielają schematy których nauczyli się od rodziców- także nie uświadamiając sobie że wraz z tymi schematami powielamy błędy wychowawcze. Drugi sposób wychowanie jest taki, że chcemy zrobić zupełnie inaczej niż nasi rodzice, dać dziecku to czego sami nie mieliśmy rekompensując tym własne braki. Wówczas dziecko staje się „przedłużeniem naszej ręki”, jest jakąś integralną częścią rodzica. Okazuje się jednak, że we wszystkim trzeba zachować umiar, w wychowaniu też. I w wielu przypadkach dobrze robi już…

Jesteś zły?

Mój syn ma w głowie huragan emocji. Tak, to normalne dla niespełna 2 latka. Nie jest to jednak sprawą prostą. A my dorośli kochamy pewne rzeczy upraszczać. Mówimy niepełnymi zdaniami, czasami uważamy że reszta świata powinna czytać w naszych myślach…albo lepiej nie. Kochamy mówić skrótami, bo w końcu nie mamy czasu. Jesteśmy zabiegani, zapracowani, zmęczeni i każdy powinien wiedzieć o co nam chodzi- dziecko też. Kim jest zły człowiek? Według większości z Was to pewnie osoba krzywdząca innych, robiąca straszne rzeczy, zasługująca na karę. Dla dziecka to Gargamel, Buka czy Joker z Batmana, albo po prostu złodziej, którego ścigają sprawiedliwi policjanci czy kot z kreskówki, który bezlitośnie atakuje myszki. Postać negatywna i choć dobro zwycięża, czarny charakter zostaje czarnym charakterem i zapada głęboko w pamięć. Dzieci nie czytają w naszych myślach, ba dorośli nawet nie czytają. Czego więc oczekujemy od kilkulatków? Tego że zrozumieją pytanie; „jesteś zły?”. Nikt nie chce…

Buntownik nie z wyboru

O buncie dużo się mówi, dużo się pisze. W grupie matek dzieci około 2. lat to chyba temat numer jeden. „Twój zbuntowany czy jeszcze nie?”- słyszy się na placach zabaw. A dopiero później pada szczegółowy opis….mrożący krew w żyłach, pełen szczegółów i drastycznych zwrotów akcji, niczym dobry thriller. Różnica taka, że taki film obejrzelibyśmy z zaciekawieniem, a jeśli już mamy to w domu jest gorzej. Rzuca się na podłogę, ciągle wrzeszczy „nie!”, coś chce a za minutę tego nie chce (bądź odwrotnie), krzyczy, wydziera się… Takie sytuacje są dla rodziców bardzo frustrujące, a jeszcze bardziej dla dziadków. Był anioł a teraz co, rozpuszczony smarkacz. I czyja to wina? No jasne że rodziców. A zdanie rodziców jakie? No że bunt, że już tak zostanie… do 18-nastki, albo jak się z domu wyprowadzi. Mnóstwo metod wychowawczych z których żadna nie działa. Może dlatego, że nie mamy na to wpływu, akurat na to…

Nawigacja