A Ty tłumacz mądry rodzicu…

Chyba każdy rodzic małego dziecka zna sytuację kiedy go nie poznaje. Gdy podczas zakupów nagle zaczyna wrzeszczeć, rzucać się na podłogę lub robi aferę w windzie bo inne dziecko wcisnęło guzik. Są takie sytuacje w życiu dziecka kiedy nagła potrzeba posiadania lub zrobienia czegoś przysłania cały świat i wszystkich ludzi. Staje się tragedia narodowa i w tej właśnie chwili gdy pęka ci głowa a ręce bolą od trzymania zakupów i miliona innych rzeczy świat w jego głowie rozpada się na kawałki.

Co tu kryć, N. nigdy nie był dzieckiem wybuchowym a napady złości lub sytuację gdy zostawał odcięty poprzez swoje myśli w zupełności od świata zdarzały się rzadko. Nagle przyszedł ten wiek. Wiek burzy w głowie, miliona myśli, uczuć i słów które nie do końca umie powiedzieć, czyli 2,5 roku.

Serce podpowiadało mi zawsze, że wrzask nic nie daje a jedynie obnaża słabość rodzica. Przecież we wszystkich książkach „dobrego wychowania” jest napisane, żeby rozmawiać z dzieckiem i dużo mu tłumaczyć. Myślę sobie, że czasami jest to nie realne w kłótni z dorosłym, ale gdy chcemy być jak najlepszymi rodzicami, kucamy, nawiązujemy kontakt wzrokowy, utrzymujemy właściwy ton głosu i zaczynamy gadać. Dzieje się tak przez kilka dobrych minut, my gadamy, rozważamy, tłumaczymy a dziecko co? Jak się już domyślacie, dziecko wrzeszczy.

U nas działo się tak do momentu 2 zdarzeń. Pierwszym był moment gdy przypomniał mi się tekst z jednej z rozmów z psychologiem. Brzmiał on mniej więcej tak, że ludzie w złości nie słyszą. Jak wiadomo powszechnie dziecko to też człowiek, a więc tę radę można stosować również do niego. Zastanawiając się głębiej i analizując to czysto biologicznie rzeczywiście tak jest. Nasz mózg, tak samo jak mózg dziecka podczas takiej awantury zalewany jest falą złości, która w zupełności uniemożliwia racjonalne myślenie i przetwarzanie informacji. Dopiero po ostudzeniu tego ognia piekielnego w głowie dziecka jakiekolwiek argumenty być może do niego trafią.

Drugą sytuacją był moment gdy, no co tu dużo mówić, nie wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć razem z N. Brzmiało to coś w stylu: „AAAAAAAAAAAAAA MASAKRAAA!!! CHCESZ TO! CHCESZ TO!!!!!!!”. Ku mojemu zdziwieniu po sekundzie wrzeszczałam już tylko ja a N. patrzył na mnie ze zrozumieniem i tekstem: „tak, chce to!”. Nagle olśnienie. Fala opadła i nagle zaczyna przetwarzać to co do niego mówię. Po chwili słuchał mojego wytłumaczenia dlaczego nie może teraz mieć tego o co jest taka awantura. Mogliśmy pogadać.

IMG_0070
Harrvey Karp, Najszczęśliwsze dziecko w okolicy,s. 83

Dopiero kilka tygodni później dowiedziałam się, że owy zabieg Harvey Karp opisuje w swojej książce „ Najszczęśliwsze dziecko w okolicy” nazywając go językiem dziecięcym. Polega on na trzech prostych technikach: krótkie frazy, powtórzenia, odzwierciedlenia uczuć dziecka.

Biorąc pod uwagę, że porównuje on 2 latki do jaskiniowców, te techniki wydają się być bardzo intuicyjne. Dziecko można zagadać, a nie wszyscy zdają sobie  z tego sprawę i wiele sytuacji pokazuje, że dziecko jest dzieckiem, a nie dorosłym w jego skórze.

Jeśli podobają Ci się moje wpisy- reaguj- komentuj-pisz-udostępniaj, to dla mnie bardzo ważne

Chcesz być na bieżąco w kontakcie z nami? Zajrzyj na mój Instagram, tam możesz poznać mnie bardziej prywatnie.

 

Prawa do zdjęcia należą do: etatowamatka.pl, Daniel Hansson

5 komentarzy

  1. Czasami mam wrażenie, że moje dzieci słyszą właśnie typowe „bla bla bla” 😉 Ja swoje one swoje…zawsze wtedy staram się dotrzeć do nich w inny sposób. Nie mówię, zrób porządek, zjedz obiad, idź się umyj. Staram się mówić dokładniej o co mi chodzi i wtedy najczęsciej działa. Zamiast zrób porządek mówię, na dywanie leżą rozrzucone klocki, włóż je proszę do skrzynki, bo możesz na nie nadepnąć i będzie bolała Cię nóżka. Wtedy zwykle popatrzą na mnie i faktycznie robią to o co proszę.

  2. Krótkie fazy rzeczywiście doskonale działają 🙂 Ja instynktownie do dzieci mówiłam o co konkretnie mi chodzi, i zazwyczaj działo. Kiedy bawiłam się w długie wyjaśnienia niestety, ale odbiór był znikomy więc na swoim przykładzie potwierdzam, że krótkie frazy mają moc:)

  3. awantura o guzik w windzie, oj znam to:D U nas na szczęście takie napady zdarzają się coraz rzadziej, ale jednak czasem są. Zdarza się, że nerwy mi puszczają i krzyknę, albo sama nie wiem co robić. Najważniejsza jednak moja zasada to taka aby po wszystkim przytulić dziecko i powiedzieć sobie nawzajem kilka miłych slów.

Zostaw odpowiedź

Nawigacja