A gdyby tak przestało oddychać…?

O kim mowa w tytule?

O Twoim dziecku.

Brutalne? Może trochę.

Zawsze uważasz, że to Ciebie nie dotyczy. Owszem zdarza się, ale gdzieś obok. Zachłyśnięcia, zadławienia, zatrzymanie oddychania w przebiegu choroby. Co wtedy zrobisz?

Trzeba zadzwonić po pogotowie, to jasne, ale niestety nawet najlepsze pogotowie nie przyjedzie w sekundę.

Czy nie uważasz, że każdy rodzic powinien być przygotowany na taką ewentualność?

Ja umiem zrobić sztuczne oddychanie  swojemu synowi, wiem jak zachować się gdy się zadławi lub zakrztusi. A Ty?

Dbamy o swoje dzieci jak najlepiej, to jasne, dmuchamy na nie i chuchamy, staramy się wychować jak najlepiej. Uwielbiamy kupować gadżety, ubrania z naturalnych materiałów, modne buty, co jednak z takimi sytuacjami? Co wtedy, gdy Twoje dziecko w bajeranckich spodniach i markowych butach zrobi się sine, upadnie. Wtedy wszystko traci znaczenie, liczy się tylko życie.

Jeszcze na studiach uczestniczyłam w wielu kursach pierwszej pomocy. Gdy zostałam mamą pierwsza pomoc trochę zmieniła dla mnie znaczenie i skupiłam się bardziej na pierwszej pomocy dzieci i niemowląt. Moje doświadczenia w życiu wskazują na to, że „przypadki chodzą po ludziach”, a życie dziecka , mojego dziecka, jest dla mnie najważniejsze.

Od momentu urodzenia N. regularnie uczestniczę w kursach pierwszej pomocy. Kiedyś też myślałam, że raz wystarczy. Niestety bez treningu wiele rzeczy się zapomina. Za każdym razem myślę oby te umiejętności nigdy mi się nie przydały.

Dlaczego o Tym piszę? Zatrważa mnie za każdym razem frekwencja rodziców na takich kursach. Najciekawsze jest to, że różnie fundacje i organizacje oferują takie kursy za darmo, a chętnych bardzo mało. I za każdym razem zastanawiam się dlaczego. Czy argument braku czasu albo zwykłego niechcenia (bo nie braku pieniędzy) jest w ogóle argumentem jeśli chodzi o umiejętności, które mogą uratować życie naszemu dziecku.

Dwa dni po moim pierwszym kursie pierwszej pomocy dla dzieci i niemowląt wiedza jaką zdobyłam mi się przydała. Ni stąd ni zowąd N. zaczął się krztusić kawałkiem batonika owocowego. Jadł taki batonik milion razy, posiłki też je samodzielnie, a tu nagle brak oddechu, sinieje. Tylko dzięki temu że wiedziałam co robić zachowałam zimną krew i spokój. Wiedziałam jak go ułożyć, wiedziałam jakie czynności wykonać, udało się.

Kursy pierwszej pomocy dają nam nie tylko umiejętności ale i pewność siebie, pewność tego że mamy realny wpływ na to co dalej się wydarzy.

Kochacie swoje dzieci- zróbcie coś dla nich i dla siebie- pójdźcie na kurs. Poświęcenie czasu w takim celu może być ważniejsze niż milion gadżetów, balonów i waty cukrowej.

 

Prawa do zdjęcia należą do: Doris Hausen

Zostaw odpowiedź

Nawigacja