Lipiec 2016

7 Posts Powrót do strony głównej
Showing all posts made in the month of Lipiec 2016.

Trendy mielone, czyli kotlety bez jajka i bułki

Kotlety mielone każdy zna. To taki smak dzieciństwa zaraz po pomidorowej z ryżem. Jak nie schabowy to mielony a jak nie mielony to bigos. Taki to obiad polski, rodzinny. Mięso mielone, pszenna buła namoczona w rosole lub mleku- standard. Podstawa. Czy taki oto mielony może jakoś przeżyć w czasach nowych trendów? Czy taki mielony może być bardziej eko i trendy? Czy można go jakoś zliftingować by był na miarę czasów alergików i bezglutenowej fali? Podjęłam wyzwanie, spróbowałam inaczej nie mając pewności co wyjdzie i czy posmakuje największym krytykom. Tym z którymi jem obiad codziennie. Udało się sprawdźcie sami. Składniki: 0,5 kg mięsa mielonego 1 marchew 1 cebula pół średniej cukinii ząbek czosnku łyżka otrębów gryczanych łyżka siemienia lnianego łyżeczka papryki słodkiej pół łyżeczki pieprzu ziołowego pół łyżeczki pieprzu czarnego pół łyżeczki soli woda 1.Cebulę kroimy w kostkę, podsmażamy na maśle klarowanym, marchew ścieramy na tace o dużych oczkach. 2. Cebulę…

Buty nie tylko dla Matki

Pierwsze buty Crocs kupiłam dobrych kilka lat temu, gdy nie byłam jeszcze Matką, ba nawet nie myślałam o małżeństwie a co mówiąc o macierzyństwie. Jedni uważają, że buty Crocs, to gumiaki, chodaki, buty do ogrodu. Tyle nazw ile ludzi. Mówimy oczywiście o klasycznym modelu tych butów. Ja miałam łatwiej, bo przekonywać się nie musiałam, może dlatego, że ta stylistyka mnie tak bardzo nie odrzuca. A jak już zobaczyłam inne modele- baleriny i japonki, oszalałam. I tak rozpoczęła się moja miłość do tych butów. Oczywiście z każdym kolejnym modelem przekonywałam się, że są to buty idealne dla mnie. Nie tylko dlatego, że są niezwykle wygodne, ale i trwałe. Muszę przyznać, że nie należę do kobiet, które mają w swojej garderobie buty inne do każdego stroju, ale raczej bazuję na jakości. Lubię za buty zapłacić więcej wiedząc, że pochodzę w nich dłużej. PRAKTYCZNE I PROSTE A w przypadku butów Crocs dłużej oznacza…

Testujemy. Kredki do malowania w wannie Munchkin

Przychodzi takim moment gdy dziecko w wannie robi coś więcej niż leży albo siedzi…lub krzyczy. Co raz bardziej kumate, w oczach widać ciekawość i chęć robienia wziąż nowych, co raz bardziej fascynujących rzeczy niezależnie od miejsca.  I wiem ze kiedys kredki do malowania w wannie było totalną abstrakcja, a w naszych czasach najlepsza zabawką w wodzie był plastikowy kubek- w tej materii mało sie zmieniło bo dzieci nadal to uwielbiają, ale świat idzie do przodu i daje takie możliwości zabawy z dzieckiem w wannie takie ze hej.  Muszę przyznać że kredki do malowania w wannie kupiłam impulsem, albo raczej N. bo ja już znalazł je w sklepie to z garści wypuścić ich nie chciał nawet by zamienić na auto- czyli bardzo je chciał. To wzięliśmy. Kolejne wątpliwości co do tych kredek pojawiły się sekundę później- przy kasie. Muszę przyznać, że 35 zł za 5 kredek to dość wygórowana cena ale cóż pomyślałam…

Jesteś zły?

Mój syn ma w głowie huragan emocji. Tak, to normalne dla niespełna 2 latka. Nie jest to jednak sprawą prostą. A my dorośli kochamy pewne rzeczy upraszczać. Mówimy niepełnymi zdaniami, czasami uważamy że reszta świata powinna czytać w naszych myślach…albo lepiej nie. Kochamy mówić skrótami, bo w końcu nie mamy czasu. Jesteśmy zabiegani, zapracowani, zmęczeni i każdy powinien wiedzieć o co nam chodzi- dziecko też. Kim jest zły człowiek? Według większości z Was to pewnie osoba krzywdząca innych, robiąca straszne rzeczy, zasługująca na karę. Dla dziecka to Gargamel, Buka czy Joker z Batmana, albo po prostu złodziej, którego ścigają sprawiedliwi policjanci czy kot z kreskówki, który bezlitośnie atakuje myszki. Postać negatywna i choć dobro zwycięża, czarny charakter zostaje czarnym charakterem i zapada głęboko w pamięć. Dzieci nie czytają w naszych myślach, ba dorośli nawet nie czytają. Czego więc oczekujemy od kilkulatków? Tego że zrozumieją pytanie; „jesteś zły?”. Nikt nie chce…

Zdrowe i szybkie drugie śniadanie, czyli placuszki gryczano-bananowe

Placki to coś co N. zje zawsze, miałam napisać, że w każdej postaci…ale placki to placki. Najlepsze jest w nich to, że można przemycić przez nie wszystko. Jednak ten przepis nie jest po to by przemycić coś czego dziecko nie lubi, ale w prosty sposób zrobić coś słodkiego, pożywnego i w miarę zdrowego. Zakochałam się ostatnio w mące gryczanej i robiąc placki dla N. pomyślałam ” a co tam, dodam gryczanej” Przepis jest o tyle prosty, że jest to przepis „na oko” czyli mąkę i mleko dodajemy tylko tyle aby masa nabrała właściwej konsystencji i była na tyle gęsta by nie rozpływała się po całej patelni i bez problemu można by było formować placki Wyszło pysznie, spróbujcie sami! Składniki: jajko dojrzały banan odrobina mleka (na oko) mąka gryczana (na oko- aż masa nabierze odpowiedniej konsystencji) opcjonalnie pół łyżeczki proszku do pieczenia Rozgniatamy banana w misce Dodajemy jajko i mieszamy razem…

Historia pewnego stwora- Mr.B

Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa. Ulubiony przysmak, ulubiony zapach, zabawka. Wasze dzieci też na pewno będą miały takie wspomnienia. Zresztą jestem tego pewna obserwując ile ogłoszeń codziennie ukazuje się na portalach społecznościowych z rozpaczliwym apelem o pomoc w odnalezieniu zgubionej gdzieś na zakupach czy spacerze zabawki. Pytania „gdzie jest Mr.B?”,”zabrałaś Mr.B?”,” dałeś Mu Mr.B?”,”Mr.B grzeje?” słychać było u Nas w domu odkąd urodził się N. Kim jest Mr. B? Mr. B jest pluszowym stworem, który łączy w sobie funkcje zabawki, przytulanki, a także opakowania na wkład grzejący w przypadku kolki, bądź problemów brzuszkowych.. Kim jest Mr. B dla nas i dlaczego jest taki wyjątkowy? Odkąd urodził się N. Mr. B był przy nim blisko, w dzień a szczególnie w nocy. Na początku dawał ukojenie w przypadku bólu brzuszka, dawał ukojenie w chwilach, gdzie My jako młodzi rodzice zupełnie nie wiedzieliśmy o co chodzi. Te chwile w środku…

Buntownik nie z wyboru

O buncie dużo się mówi, dużo się pisze. W grupie matek dzieci około 2. lat to chyba temat numer jeden. „Twój zbuntowany czy jeszcze nie?”- słyszy się na placach zabaw. A dopiero później pada szczegółowy opis….mrożący krew w żyłach, pełen szczegółów i drastycznych zwrotów akcji, niczym dobry thriller. Różnica taka, że taki film obejrzelibyśmy z zaciekawieniem, a jeśli już mamy to w domu jest gorzej. Rzuca się na podłogę, ciągle wrzeszczy „nie!”, coś chce a za minutę tego nie chce (bądź odwrotnie), krzyczy, wydziera się… Takie sytuacje są dla rodziców bardzo frustrujące, a jeszcze bardziej dla dziadków. Był anioł a teraz co, rozpuszczony smarkacz. I czyja to wina? No jasne że rodziców. A zdanie rodziców jakie? No że bunt, że już tak zostanie… do 18-nastki, albo jak się z domu wyprowadzi. Mnóstwo metod wychowawczych z których żadna nie działa. Może dlatego, że nie mamy na to wpływu, akurat na to…

Nawigacja