Kwiecień 2016

8 Posts Powrót do strony głównej
Showing all posts made in the month of Kwiecień 2016.

Niebo w ustach czyli domowe beziki

Dla jednych to smak dzieciństwa, dla innych obrzydliwie słodki styropian. Dla mnie kiedyś bezy były słodkim styropianem, do momentu aż nie zaczęłam robić ich sama w domu. Są zupełnie inne od tych, które możemy kupić, są delikatne i miękkie i kleiste w środku. Smakują szczególnie wypełnione serkiem mascarpone, bitą śmietaną i owocami. Można je pokruszyć dodając do różnych deserów. Zastosowań na nie milion- tyle ile ludzi tyle pomysłów. A więc do roboty… słodkiej roboty! To dziecinnie proste! Składniki: 3 jajka z lodówki 1,5 szklanki cukru szczypta soli Oddzielamy białka od żółtek Miksujemy białka z odrobiną soli Jak już białka są prawie ubite dodajemy stopniowo cukier i dalej ubijamy. Masa powinna być gęsta i błyszcząca. Wkładamy masę do rękawa cukierniczego, lub koszulki na dokumenty z odciętym rogiem. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia formujemy beziki średniej wielkości. Pieczemy używając termoobiegu 20 min w 140 stopniach, po tym…

Zaniedbanie i banan w uchu

Niedawno na popularnym portalu ukazał się artykuł [TUTAJ ]. W którym autorka tekstu opisuje sytuacje podczas których zaobserwowała zaniedbane matki. Zaobserwowała to raczej mało powiedziane, ale raczej objechała je od góry do dołu. Na facebooku i w komentarzach zawrzało. Ale najpierw zanim je przeczytałam, odniosłam się do tego z dużym uśmiechem i szczerze mówiąc, pomyślałam sobie, że jest w tym trochę prawdy. Choć obserwacja matek bez makijażu w brudnych dresach, z niezadbanymi włosami- nie sprawia, że miewam jakieś problemy żołądkowe- jak  autorka tekstu. Mam wrażenie, że matki dzielą się na te, które przed posiadaniem dziecka o siebie nie dbały a po porodzie nic się w tej materii nie zmieniło, te które przed zajściem w ciążę o siebie dbały, ale dziecko stało się później świetną wymówką ( a wszyscy kochamy wymówki) do tego by nie dbać o siebie. I w końcu te, które zawsze były perfekcyjne, a przynajmniej poprawne w swoim wyglądzie…

Testujemy. Wózek Joolz Day Earth

Moja przygoda z Joolzem zaczęła się gdy w mojej głowie dopiero rodziły się myśli o chęci powiększenia rodziny a ja akurat zobaczyłam ten wózek na ulicy. Oczywiście zupełnie zielona (wtedy) w temacie owych pojazdów dziecięcych w sekundę po jego zobaczeniu powiedziałam sobie w głowie : „muszę go mieć! Temat powrócił po kilku miesiącach gdy w drodze był już N. Nie oszukujmy się, kobiety jednak kupują trochę oczami, a ten wózek spodobał mi się jako jedyny podczas kilkumiesięcznych poszukiwań. I jeśli oglądałam się za jakimś wózkiem na ulicy był to Joolz. Lubię minimalizm, a ten wózek taki jest. Bez zbędnych pokręteł, guzików, udziwnień, miliona kolorów. Monochromatyczny, prosty, ale intrygujący. Co w nim takiego idealnego? Jakie są jego największe zalety? Na pewno jedną z kluczowych zalet, sprawdzanych podczas wyboru wózka, jest prowadzenie. No tak w końcu taki jego cel- wożenie dziecka. Joolza prowadzi się niesamowicie gładko, bezszelestnie. Bez problemu można prowadzić go…

Nic się nie stało!

Pamiętacie taką sytuację, kiedy w świetnym humorze hasacie sobie po domu, a tu nagle…TRACH!!! Uderzacie o kant łóżka małym palcem u stopy. Niby to tylko mały palec… ten najmniejszy, krew nie leci, ba nawet otarcia nie ma a boli jak cholera. Padacie na podłogę z łzami w oczach i głośnym wrzaskiem przekleństwa na ustach.  A co gdyby wtedy podszedł ktoś do Was i powiedział: ” daj spokój, nic się nie stało!”. Zmieniłoby to Waszą reakcję?  Moją na pewno nie, a co najwyżej rozwścieczyło jeszcze bardziej.  To dlaczego tak często powtarzamy to naszym dzieciom? Na placu zabaw ciągle słyszę : „nic się nie stało, nic się nie stało, o popatrz kwiatek, idziemy dalej!”. Nie chcę tutaj uogólniać, ale tą reakcję na płacz dziecka zazwyczaj wybierają babcie. I nie mam nic do babci bo wszystkie są niesamowicie kochane. A nasza w tym głowa żeby trochę zmieniać to ich podejście.  Z czego wynika…

Na sezon rowerowy gotowi? Start!

Jak już rodzic oswoi się z tą wielką radością, że dziecko jego stało się w końcu mobilne, zaczyna się ten czas coraz szybszego dreptania. Dreptanie dreptaniem i jeszcze się nie obejrzysz a dziecko biegnie. Biegnie , zasuwa i wyrywa rowery i hulajnogi starszym kolegom. Patrzysz- no i nie możesz uwierzyć, że ten okruszek nagle stał się małym, szalonym człowiekiem. I chyba ja zaczynam być powoli w tym właśnie momencie. Pierwszy rower- jak dumnie to brzmi. Pamiętam naukę jazdy na rowerze z długim drewnianym kijem wetkniętym  za siodełkiem i biegnącego z tyłu rodzica. Tak, to już się zmieniło kilka lat temu, ale to chyba wiecie. To że 4 kółka są już „passe” to też chyba wiecie. I że sklepy w okresie wiosennym zalewane są falą rowerków biegowych to widać. Tylko kiedy go kupić? Co w nich takiego szczególnego? I o co w ogóle chodzi? Rowerek biegowy jest niczym innym a rowerem…

Łatwiej iść jak się pcha- czyli mały przegląd drewnianych pchaczy

Przychodzi taki czas- pierwsze kroki dziecka. Rodzic zadowolony, dziecko aż rwie się do samodzielnego chodzenia, ale potrzebuje wsparcia, czasem nawet motywacji, odwagi. Pierwsze kroki często zbiegają się z pierwszymi urodzinami. Jeśli macie chodzik- wyrzućcie go przez okno- bo do tego tylko się nadaje, ale to chyba temat na oddzielny post. Teraz nastała cudowna era pchaczy! Dlaczego cudowna? Bo uważam, że to świetny pomysł, choć znany już od lat. Ba! chyba od zawsze używany….w geriatrii. Sprawdza się rewelacyjnie również u dzieci. Pchacze gwarantują pewne podparcie dla jeszcze niepewnych nóżek, dają odwagę do kroków z pełnym uczuciem sprawczości, a także dużo zabawy. W sklepach możemy spotkać pchacze: 1.W kształcie wózka- proste, lub z dodatkowymi elementami np. klocki 2. Pchaczo- jeździki- czyli te które podsiadają rączkę z tyłu ale też siedzisko do jazdy 3. Pchacze do prowadzenia jedną ręką w formie rozmaitych zwierzątek, lub kołowrotków. Te ostatnie przeznaczone są dla dzieci już sprawnie…

Od najmłodszych lat siedzimy w jakiejś szufladzie…

Tak właśnie jest, dostrzegam to w większości rozmowach dorosłych z dziećmi, a jak już zaczyna to dotyczyć mojego dziecka….trudno mi akceptować takie sytuację. O co dokładnie chodzi? O szufladkowanie, o wkładanie dzieci w określone role od najmłodszych lat. Jaki ty byłeś? Śpioch, leń, niejadek, wstydzioch, gapa, zapominalski, beksa? Nasi pradziadkowie niegdyś określali tak naszych dziadków, dziadkowie rozmawiali tak z naszymi rodzicami i w większości my sami byliśmy wychowani w danych rolach. I notorycznie my sami również to robimy. Określamy swoje dzieci bardzo szybko, bez zastanowienia, ba określamy tak samo szybko, również inne dzieci. Nieważne czy to sklep, czy plac zabaw. Spójrzmy na wszędobylskiego wstydziocha, ciągle chowa się za mamą, nic nie mówi, nie przywita się, wzrok ma dziwnie podejrzliwy i wiek…2 lata. Czego on może się wstydzić? Wstydzi się siebie, swojego ubrudzonego ubrania, tego że jest za niski, tego że nie potrafi wejść jeszcze na drabinki, czy swojej mamy się…

Lista prezentowa dla noworodka- czemu nie?

Obecnie bardzo popularne są listy prezentowe na śluby, ba nawet komunie. Czemu więc nie zrobić listy prezentowej dla noworodka. Chciałabym Was dziś zachęcić do zrobienia takiej listy, nawet jeśli napisanie i wydrukowanie takie jej  Was nie przekonuje, to proponuje zrobić ją sobie w głowie. Tak na prawdę zawsze mówiło się do gości chcących odwiedzić nowo narodzonego członka rodziny, że prezenty nie są ważne, że wszystko się przyda. Bo wiadomo jak to przy dziecku…bla bla. Coraz więcej rodziców dba o szczegóły. To jasne, że i tak wyprawkę trzeba zrobić. Podstawowe rzeczy i tak trzeba kupić. Po kilku odwiedzinach znajomych i rodziny okazuje się, że mamy masę ubrań za dużych…które będziemy mogli założyć dziecku nie wiadomo kiedy, w…no co tu dużo mówić, nie koniecznie podobającej nam się stylistyce. Bilans takich odwiedzin również przynosi takie „kwiatki” jak 2 maty do zabawy, albo masa zabawek wątpliwej jakości, które albo wyrzucimy, albo schowamy gdzieś głęboko…

Nawigacja